Wesołych Świąt!

Moje drogie i piękne czytelniczki życzę Wam przede wszystkim zdrowych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia spędzonych w gronie Waszych najbliższych. Życzę Wam też znalezienia wymarzonych prezentów pod choinką oraz szampańskiej zabawy w Sylwestra! Oby Nowy Rok był dla nas wszystkich jeszcze lepszy!


Gorąco pozdrawiam
Atina.
Czytaj dalej

Filorga Time Filler Kompleksowy krem liftingująco - wypełniający pod oczy

Krem stanowi intensywną kurację przeciwstarzeniową skóry wokół oczu, obszaru najbardziej narażonego na szkodliwe działanie czynników zewnętrznych. Skóra wokół oczu ma zaledwie 0,5mm - dlatego też to właśnie tu widać pierwsze oznaki starzenia, zmęczenia i stresu. Krem ma szerokie spectrum działania: ujędrniające, przeciwzmarszczkowe, rozjaśniające, nawilżające.

Pojemność: 15ml
Cena: od 150 do 200zł
Sklep: internet
Ważność: 12 miesięcy od otwarcia


Moja skóra pod oczami jest bardzo wymagająca. Od kilku lat walczę z pierwszymi zmarszczkami. Różnie to bywa raz jest lepiej, raz gorzej, ale ogólnie jestem zadowolona z tego jak wyglądają okolice moich oczu. Myślę nawet, że jest nieźle, szczególnie gdy używam tak dobrego kremu pod oczy jak ten z dzisiejszej notki ;) Ostatnio bardziej zaczęły mi dokuczać bruzdy nosowo-wargowe. Na ten problem jeszcze nie znalazłam sposobu. Może Wy mi coś polecicie? 
Wracając do kremu pod oczy Filorga Time Filler to jestem z niego naprawdę zadowolona. Zanim jednak zacznę go wychwalać wspomnę o jego dwóch wadach. Pierwsza z nich to wysoka cena,  a druga to nie do końca pasujący mi skład. Gdy zaczynam go używać (robiłam sobie od niego dwie dłuższe przerwy) odczuwam lekkie podrażnienie, które znika po kilku dniach. Niby nic, ale nie daje mi to spokoju. Wiecie, że lubię naturalne produkty i takie podrażnienie wskazuje na to że coś tam jest nie tak w składzie;/

Przejdę teraz do zalet. W kremie znajdziemy też takie cuda jak:
- skwalen to lekki olej, który nawilża i chroni przed promieniowaniem UV oraz inwazją bakterii i grzybów. Jest również antyoksydantem, który chroni lipidowe struktury skóry przed utlenianiem i wolnymi rodnikami. Jest on polecany w produktach przeciwzmarszczkowych, dla cery dojrzałej, która utraciła naturalną zawartość skwalenu. Posiada również właściwości gojące drobne uszkodzenia skóry i stany zapalne. Ważną funkcją skwalenu jest zwiększenie transportu składników aktywnych w głąb skóry. 
- ekstrakt z bliskowschodniego drzewa albicja jedwabista, który działa przeciwstarzeniowo. Odżywia skórę i utrzymuję ją w dobrym stanie. Chroni też ścianki naczyń krwionośnych. 
- uwodorniona lecytyna to składnik otrzymywany z oleju sojowego. Wygładza skórę, zmniejsza widoczność zmarszczek. Uwodorniona lecytyna posiada właściwości naturalnej lecytyny.  Pełni funkcję emulgatora (wpływa na konsystencję kosmetyku). Wspomaga utrzymanie wilgoci w skórze i włosach.
- olej ze słodkich migdałów zmiękcza naskórek i wzmacnia lipidową barierę ochronną skóry. Działa odżywczo, przyspiesza odnowę komórkową, polepsza ukrwienie skóry i tworzy naturalną ochronę przed negatywnym działaniem promieni UV.
- kwas hialuronowy małocząsteczkowy zapobiega wysychaniu kosmetyków, ale przede wszystkim dodawany jest w celach pielęgnacyjnych, wypełniających zmarszczki, nawilżających, odmładzających, wzmacniających i poprawiających elastyczność skóry. Ma także działanie regenerujące, przyspiesza gojenie ran, działa przeciwzapalnie, likwiduje blizny i przebarwienia, wzmacnia barierę ochronną skóry, ma zdolność wychwytywania jonów metali ciężkich oraz innych toksyn z otoczenia i przekształcania ich w połączenia rozpuszczalne w wodzie, dzięki czemu skóra nabiera odporności na alergeny i oczyszcza się.
- ekstrakt z Crithmum Maritium składnik o działaniu przeciwrodnikowym i oczyszczającym. Zapobiega wiotczeniu skóry i powstawaniu pierwszych zmarszczek. Działa tonizująco i przeciwzapalnie, przyspiesza gojenie ran, a także działa dezodoryzująco. Wykorzystywany w produktach do higieny jamy ustnej i dezodorantach, jako składnik hamujący namnażanie bakterii i przykrych zapachów, a także w kosmetykach do włosów i twarzy, tonikach, kremach, szamponach i odżywkach, wzmacnia skórę i włosy, reguluje nadmierne wydzielanie łoju. Zastosowanie znajduje również w przemyśle perfumeryjnym, niweluje niepożądane zapachy w kosmetyku

Skład:
Aqua, Glycerin, Propanediol Caprylic/capric Triglyceride, C12-16 Alcohols, Squalane, Ethylhexyl Palmitate, Albiizia Julibrissin Bark Extrac, Benzyl Alcohol, Isododecane, HYrogenated Lecithin, Palmitic Acid, Sodium Polyacrylate, Isododecane, Hydrogenated Lecithin, Palmitic Acid, Sodium Polyracrylate-13, Behenyl Beeswax, Hydrogenated Polydecene, Stearyl Beeswax, Chlorphenesin, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance), Polyisobutene, Glyceryl Linoleate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Sodium Chloride, CI 77891 (Titanium Dioxide), Hydrogenated Vegetable Oil, Sodium Hydroxide, Mica, Trihydroxystearin, Polysorbate 20, Hydroxypropyl Cyclodextrin, Sorbitan Isostearate, Silica, Sodium Hyaluronate, Dipeptide Dialmunobutyrol Benzylamide Diacetate, Panthenol, Crithmum Maritium Extract, Glucose, Phenoxyethanol, Biotinoyl Tetrapeptide


Krem pod oczy Filorga Time Filler jest wart swojej ceny! Co prawda szukam tańszego i naturalniejszego zamiennika, ale póki nie znalazłam na pewno będę do niego wracała. Już po pierwszym użyciu skóra pod oczami wygląda zdecydowanie lepiej. Jest mocno nawilżona, wygładzona i odżywiona. Efekt napięcia i nawilżenia utrzymuje się cały dzień. Krem czuć na skórze, ale w pozytywnym sensie. Ja na przykład nie lubię kremów pod oczy, które wchłaniają się do matu. Zaraziłam już nim moją najlepszą koleżankę, która nie wyobraża sobie codziennej pielęgnacji bez niego. Nie przeraża jej nawet cena. Widzi efekt, więc płaci. 

Znacie krem pod oczy Filorga Time Filler? 

Edycja (15.01.2018):
Niestety muszę dopisać, że krem się roluje gdy nakładam na niego korektor mineralny. Wcześniej nie stosowałam nic poza kremem pod oczy.

Atina.
Czytaj dalej

Pomysły na kosmetyczne prezenty DIY na Święta

Witam Was w iście świątecznym nastroju! Prezenty kupione, spakowane? Jeśli nie to dziś przybywam z pomysłem na oryginalny prezent pod choinkę dla przyjaciółki, mamy czy siostry. Nie wiem jak Was, ale mnie bardzo cieszą prezenty zrobione własnoręcznie przez obdarowującą mnie osobę ;) Ostatnio dostałam rysunek od 6-cio letniej córki znajomej i byłam zachwycona. Nie tyle samym rysunkiem, ale pomysłem i chęcią namalowania dla mnie obrazka, który miał mnie przywitać w ich domu. Wróćmy jednak do naszych kosmetyków DIY. Najprostszym pomysłem jest zrobienie soli do kąpieli lub kuli kąpielowych. Chociaż te drugie są bardziej skomplikowane, ale tylko przy pierwszym razie.


W tym roku zrobiłam dwa słoiki soli kąpielowej. Jeden widzicie na zdjęciu, drugi niestety się nie załapał do sesji na potrzeby dzisiejszej notki. Różowa sól ze zdjęcia to nic innego jak gruboziarnista sól morska z dodatkiem olejów (oliwa z oliwek, olej kokosowy i różany), olejków zapachowych (róża i wanilia), odrobiną barwnika spożywczego oraz garścią suszonych płatków róży, dodanych do ozdoby. Zazwyczaj ich nie dodaje, ale tu wiem, że osoba obdarowywana zachwycała się kiedyś takim połączeniem, więc specjalnie dla niej dodałam te płatki;) Druga sól powstała z tych samych olejów, jedynie zmieniłam rodzaj soli na różową himalajską i dodałam olejek kokosowy zamiast różanego. Barwnika już nie używałam, bo sól himalajska jest piękna sama w sobie. Wystarczy, że zaopatrzycie się w słoik, np. z Pepco, sól, wybrany olejek zapachowy i w jeden/dwa oleje pielęgnacyjne i macie prezent gotowy!

Dokładne przepisy znajdziecie tu:


W tym roku nie szalałam i zrobiłam tylko siedem kul kąpielowych o zapachu słodkiej brzoskwini. Pięknie pachną i przywodzą na myśl letnie dni. W przypadku kul potrzebujemy trochę więcej składników. Poza olejami pielęgnacyjnymi, olejkami zapachowymi, barwnikami musimy się jeszcze zaopatrzyć w sodę oczyszczoną, kwasek cytrynowy, mąkę ziemniaczaną, foremkę, celofan i wstążkę do pakowania. W razie kłopotów z dostępem do formy możecie użyć łyżki do lodów i zrobić półkule lub włożyć masę do foremek na muffiny. Zamiast celofanu możecie też użyć pudełka i do niego zapakować kule czy muffiny. 

Dokładne przepisy znajdziecie tu:


Moje kosmetyczne wyroby polecą do koleżanek, które lubią długi kąpiele w wannie. Dzięki moim kulom i solom będą mogły cieszyć się pięknym zapachem oraz zadbaną  i zdrową skórą. Ja różnicę w działaniu odczułam już po pierwszej kąpieli ;) 

Pochwalcie się co Wy sprezentujecie w tym roku swoim koleżankom?

Atina.
Czytaj dalej

Wieczorny demakijaż i poranna tonizacja z rosyjskim płynem micelarnym Ecolab i włoskim tonikiem Roberts

Aktualnie do demakijażu twarzy używam płynu micelarnego Ecolab, a do tonizacji skóry różanego toniku Roberts, który zakupiłam na włoskich wakacjach. Obydwa produkty nieźle się spisują, ale posiadają też wady, o których przeczytacie w dalszej części notki. 


Płyn micelarny Ecolab ma bardzo przyjemny skład, w którym znajdziemy wodę morską,  organiczny ekstrakt z uczepu trójlistkowego, który jest świetny w walce z trądzikiem, olej migdałowy, hydrolizowane proteiny ryżowe oraz olejek eteryczny z róży damasceńskiej. Mimo pięknego składu nie do końca jestem zadowolona z tego jak sobie radzi z demakijażem, a dokładnie ze zmywaniem tuszu do rzęs. Z podkładem radzi sobie lepiej, ale mam poczucie, że mógłby to robić lepiej. Opakowanie jest wygodne i w miarę przyjazne dla oka. Zapach ładny, ale ledwo wyczuwalny. Raczej nie wrócę do tego produktu, wolę Biolaven czy Sylveco. 
200ml/14zł/12 miesięcy od otwarcia

Skład:
Aqua, Glycerin, Sea Water, Organic Bidens Pilosa Extract, Hydrogenated Prunus amygdalus Oil, Hydrolyzed Rice Protein, Nelumbo essential Oil, Rosa Domascena essential Oil, Sodium Cocoamphoacetate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid.

Różany tonik Roberts spisuje się zdecydowanie lepiej! Pięknie i intensywnie pachnie różami, domywa resztki makijażu oraz odświeża. Używam go codziennie rano i wieczorem. W swoim składzie ma wodę z róży francuskiej, ekstrakt z kwiatów róży stulistnej, ekstrakt z owoców dzikiej róży, ekstrakt z kwiatów róży damasceńskiej oraz zupełnie niepotrzebne obcobrzmiące chemikalia. Na przykład taki 2-Bromo-2-Nitropropane-1,2-Diol wykazuje silne działanie uczulające i alergizujące. Może uwalniać Formaldehyd, przez co działać toksycznie i rakotwórczo. Nie należy stosować go na uszkodzoną skórę i nie jest zalecany w kosmetykach dla dzieci. W ten sposób początkowy piękny skład wiele traci w moich oczach i po ten produkt na pewno więcej nie sięgnę. Wspomnę jeszcze, że bardzo podoba mi się opakowanie tego toniku, ale więcej nie będzie cieszyć ono moich oczu.
300ml/3euro/9 miesięcy od otwarcia

Skład:
Aqua, Rosa Gallica Flower Water, Rosa Centifolia Flower Extract, Rosa Canina Fruit Extract, Rosa Damascena Flower Extract, Glycerin, Propylene Glycol, Sodium Gluconate, Parfum, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Geraniol, Hydroxycitronellal, Citronellol

A Wy co myślicie o tych produktach? 

Atina.
Czytaj dalej

Koszyk z zakupami Listopad 2017

Listopad był dosyć obfitym w zakupy miesiącem. W moje łapki wpadło sporo nowości. Głównie to zasługa kończących się zapasów. Zostałam z resztką kremu pod oczy, bez kremu na dzień do twarzy, z końcówką płynu do demakijażu oraz toniku. Biały puder i ulubiona codzienna kredka do oczu też lada dzień dobiją dna. Nie wspomnę już o jedynym antyperspirancie, który również jest na wykończeniu, a wiadomo że bez tego kosmetyku nie da się normalnie funkcjonować. Jedynymi zachciewajkami są tu perfumy, świeca i wosk, czyli zapachy ;)))


Duża świeca pochodzi z TKMaxxa. Jest amerykańskiej firmy Makers of  Wax Goods, o której słyszę pierwszy raz w życiu. Skusiła mnie głównie swoim wyglądem, ale zapach jest równie ciekawy - zimowa sosna. W końcu nie samym Yankee Candle człowiek żyje ;d A skoro mowa o YC to zaopatrzyłam się w jeden wosk do kominka. Wybrałam słodkie Candy Cane Lane. 


Kolejną pachnącą nowością w moim koszyku z zakupami są perfumy Black Opium Yves Saint Lauretn. Udało mi się je kupić w korzystnej cenie na angielskim eBay'u. Flakon ma pojemność 50ml i już żałuje, że tak mało! 

Nuty głowy: różowy pieprz, kwiat pomarańczy, gruszka.
Nuty serca: kawa, jaśmin.
Baza: wanilia, paczula, cedr.


Uzupełniłam zapasy w tonik, czyli wodę z kwiatów pandanowca (Kewra Water) klik oraz w płyn micelarny. Tym razem skusiłam się na dużą butle Uriage. Mam nadzieję, że będę z niej zadowolona. Czytałam o niej dużo pozytywnych opinii, więc jestem dobrej myśli.


Zestaw Lanoline to krem pod oczy i krem do twarzy na dzień i na noc z miodem manuka. Składy są w miarę przyjemne, więc postanowiłam wypróbować te cuda. Kremy te stosuje tylko na dzień ze względu na ich lekką formułę. Na noc stawiam na treściwsze kosmetyki. Póki co jest nieźle, ale na opinie jest jeszcze za wcześnie. 


Po pierwszym sukcesie z produktem The Ordinary klik postanowiłam kontynuować przygodę z tą marką. Dokupiłam serum z retinolem 5% w skwalenie, podkład serum w kolorze 1.1N, kwas hialuronowy 2% z wit. B5 i kofeinowe serum pod oczy, które nie załapało się do zdjęcia. Na razie wypróbowałam podkład serum i nie jestem z niego zadowolona. Uczulił mnie i nie nadaje się do cery mieszanej. Użyłam go dwa razy i chętnie go wymienię lub odsprzedam jeśli któraś z Was ma na niego ochotę. 


Następne dobroci to olej kokosowy w mini opakowaniu. Aktualnie jest to mój ulubiony olej i chce go mieć zawsze przy sobie. Zaopatrzyłam się w taką małą wersje podróżną, chociaż niezbyt się to opłacało. Po sukcesie serum olejowego Zatik klik naszła mnie ochota na spróbowanie nawilżającego lotionu do twarzy. Niestety teraz zimową porą jest zdecydowanie za lekki, ale wrócę do niego wiosną lub latem.


Kulki Dove używam na przemian z kulkami Rexona. To są moje pewniaki w tej dziedzinie.  Gruszkowa wersja to chyba jakaś nowość, pierwszy raz ją widzę. Z naturalnych dezodorantów do tej pory nic poza kryształem nie spełniło chociaż w połowie moich oczekiwań.


Na koniec zostawiłam trochę kolorówki. Biały puder włoskiej firmy 3Ina oraz pakiet trzech kredek Urban Decay upolowany w TKMaxx'ie. Zależało mi na brązowym kolorze, a tu mam jeszcze dwa inne do przetestowania. Kredki są mega mięciutkie, ale jeszcze ich nie sprawdziłam na oku. 


Co Was najbardziej zaciekawiło? O czym chciałybyście poczytać na blogu?

Atina.
Czytaj dalej

Faith In Nature Brave Botanicals Szampon do normalnych włosów Dojrzałe Kiwi z odrobiną Limonki

Bardzo polubiłam się z różaną wersją tego szamponu klik i dlatego postanowiłam sprawdzić wszystkie smaki z serii Brave Botanicals. Dziś przedstawiam Wam Kiwi z odrobiną Limonki.  Szampony te kupuje w TKMaxx'ie, ale można je dostać w wielu sklepach internetowych. Tyle, że w TKMaxx'ie ceny są trochę niższe. Ja zapłaciłam za 250ml około 25 złotych, czasem w promocji są po 20zł. Teraz mam ich spory zapas, więc spokojnie będę wypatrywała obniżek ;)


Zacznę od wspólnych pozytywów tych szamponów. Po pierwsze opakowanie jest wygodne i małe. Według mnie jest mniejsze od standardowych szamponów o pojemności 250ml i dlatego lubię je zabierać ze soba na dłuższe wakacje. Po drugie naturalny skład. Szampony te nie zawierają SLS, a Ammonium Laureth Sulfate, który dobrze oczyszcza, ale nie jest niebezpieczny i nie podrażnia. Oczywiście składy zawierają mnóstwo dobroczynnych substancji. W Kiwi z odrobiną Limonki znajdziemy sól morską, ekstrakt z owoców mini kiwi, olej jojoba, olej z limonki, olej z licznika siewnego, panthenol, witaminę E, czwartorzędowany hydrolizat protein pszennych i olej słonecznikowy. Ciekawy i bogaty skład, który bardzo dobrze działa na moje włosy. Szampony Faith In Nature wykazują u mnie szczególne działanie. Nie wymagają zmiany, czyli mogę używać ich do każdego mycia i nie potrzebuje drugiego szamponu do trzeciego czy czwartego mycia. Za każdym razem włosy są dobrze umyte, błyszczące i w miarę dobrze nawilżone. Odżywki używam tylko na końcówki włosów i to w zupełności mi wystarcza. Odkąd używam Faith In Nature w mojej łazience nastał wreszcie porządek. Na wannie stoi jeden szampon i jedna odżywka do włosów. A kiedyś było to niemożliwe. 

Skład:
Aqua (Water), Ammonium laureth sulfate*, Cocamidopropyl betaine*, Maris sal (Sea salt), Polysorbate 20*, Actinidia deliciosa fruit extract*, Glycerin*, Simmondsia chinensis (jojoba) seed oil*, Citrus aurantifolia (lime) oil*, Camelina sativa seed oil*, Panthenol, Tocopherol*, Disodium cocoyl glutamate*, Cocodimonium hydroxypropyl hydrolyzed wheat protein**, Sodium cocoamphoacetate*, Sodium cocoyl glutamate*, Glyceryl laurate*, Guar hydroxypropyltrimonium chloride*, Helianthus annuus (sunflower) seed oil *, Parfum (Fragrance)*, Sodium benzoate, Potassium sorbate, Citric acid*, Limoneneº. , , * Botanical derived. ** Gluten free ingredient, wheat origin. º from essential oils

Kiwi z odrobiną Limonki różni się od wersji różanej głownie zapachem. Niestety kiwi nie przypadło mi tak bardzo do gustu jak róża, w którą już się zaopatrzyłam ponownie ;). Nie powiem, żeby był to brzydki zapach, ale jakoś nie wywołuje u mnie zachwytu. Pachnie jak przejrzałe kiwi z kilkoma kroplami limonki. Mnie nie przekonuje to zbyt dojrzałe kiwi. Jednakże jego właściwości są dla mnie najważniejsze. 

Znacie szampony Faith In Nature z serii Brave Botanicals? Co o nich sądzicie?

Atina.

Czytaj dalej

The Ordinary Advanced Retinoid 2% Serum z 2% retinoidem

Advanced Retinoid 2% -  to preparat łączący w sobie dwie formuły aktywnych retinoidów o łącznym stężeniu 2%. Serum zmniejsza widoczne zmarszczki i linie mimiczne oraz naprawia zniszczenia posłoneczne, poprawia wygląd i elastyczność skóry.

Pojemność: 30ml
Cena: 46zł
Sklep: internet
Ważność: 12 miesięcy od otwarcia


Bardzo łagodne serum, które nadaję się chyba do każdego typu cery. Moja wrażliwa, skłonna do podrażnień i naczynkowa cera przyjęła je bardzo dobrze. Muszę zaznaczyć, że jest to mój pierwszy kosmetyk z retinoidem. Jestem zachwycona efektami i mam ochotę następnym razem sięgnąć po coś z większym stężeniem tego składnika aktywnego. 

Retinoid oprócz działania przeciwzmarszczkowego ma też wiele innych zalet, np. redukuje przebarwienia posłoneczne o czym przekonałam się na własnej skórze! Pod koniec wiosny na czole wyszło mi dosyć duże i ciemne przebarwienie, taka dosłownie brązowa plama. Podejrzewam, że to pierwsze słoneczne promienie się do tego przyczyniły. Nie chroniłam wtedy jeszcze skóry wysokim filtrem, myślałam, że teraz mi jeszcze nic nie grozi. Oj jak bardzo się wtedy myliłam. Całe wakacje próbowałam się pozbyć tej plamy. Jedynie co odrobinę ją rozjaśniło, to żel aloesowy. Po 2-3 tygodniach stosowania Advanced Retinoid 2% przebarwienie prawie zniknęło. Jest jeszcze widoczne, ale naprawdę minimalnie. Mam nadzieję, że z czasem zniknie całkowicie. 

Retinoid pomoże również na naczynka i cienie pod oczami. U siebie zauważyłam, że naczynka są zdecydowanie mniej widoczne, a skóra pod oczami gładsza i jaśniejsza. Dodatkowo cała skóra zyskała na gęstości, a pory są mniej widoczne. Retinoidy regulują też produkcję łoju, ale u siebie tego nie zauważyłam. Nadal błyszczę się jak choinka. Być może większe stężenie uporałoby się również z tym problemem.


Serum nakładam tylko wieczorem na całą twarz oraz pod oczy, po czym nakładam olejowe serum oraz krem na noc. Taka pielęgnacja naprawdę dobrze wpływa na kondycję mojej skóry. Trzeba pamiętać aby podczas kuracji retinoidami stosować kremy z wysoką ochroną przeciwsłoneczną. Nie wolno używać ich w trakcie ciąży!

Skład:
Aqua (Water), Glycerin, Ethyl Linoleate, Propanediol, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Isononanoate, Bisabolol, Hydroxypinacolone Retinoate, Retinol, Tasmannia Lanceolata Fruit/Leaf Extract, Dimethyl Isosorbide, Inulin Lauryl Carbamate, Glyceryl Stearate, Ceteareth-12, Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, Carrageenan, Xanthan Gum, Acacia Senegal Gum, Cetyl Palmitate, Sucrose Laurate, Polysorbate 20, Behentrimonium Chloride, Potassium Citrate, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Disodium EDTA, Dehydroacetic Acid, Benzoic Acid, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Chlorphenesin.

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z tego produktu. Na pewno będę jeszcze nieraz sięgać po retinoidy, tylko jak już wspomniałam chce zwiększyć dawkę, żeby efekty były jeszcze lepsze. Widziałam, że The Ordinary w swojej ofercie posiada serum z 5% retinoidem w skwalenie i to właśnie tę wersję będę chciała w najbliższym czasie zakupić. 

Znacie kosmetyki The Ordinary? Stosujecie retinoidy?

Atina.


Czytaj dalej

Miniaturka prawdę Ci powie... Filorga Optim-Eyes i Time-Filler, Elemis Pro-Collagen

Po krótkiej przerwie wracam do blogowania. Moje nagłe zniknięcie było spowodowane osobistymi sprawami, jednakże brakowało mi pisania i czytania o kosmetykach, więc jestem tu z powrotem;) Na dysku nie mam praktycznie żadnych zdjęć, za oknem pochmurno, więc nie mam jak zrobić nowych, a uzbierało mi się kilka ciekawych kosmetyków do zrecenzowania. Trochę z braku laku dziś piszę o miniaturkach marki Filorga i Elemis.


Filorga Optim-Eyes Krem pod oczy
Krem zawiera składniki aktywne takie jak kompleks Filorga NCTF (koktajl przeszło 55 odżywczych składników anti-age), kwas hialuronowy, kompleks Hialoxyl Filorga (dwa peptydy NHS i chryzyna), kompleks Filorga Eyeliss (dipeptyd, lipopeptyd i pochodna hespedryny). Kremu używałam tylko rano, ponieważ na noc stosuje naturalne oleje i kremy, które dobrze sobie radzą z odżywieniem i regeneracją. W dzień lepiej u mnie sprawdzają się chemiczne produkty, które są lżejsze i dodatkowo mocniej napinają skórę. Optim-Eyes był przeciętny. Lekko napinał, lekko nawilżał i szybko się wchłaniał. Aby uzyskać pożądany efekt używałam go razem z serami pod oczy. Stosowany samodzielnie wydawał mi się za słaby. Zdecydowanie lepiej się u mnie spisuje wersja kremu pod oczy Filorga Time-Filler, o której też zamierzam napisać na blogu, ale to dopiero za jakiś czas. 
15ml/137-212zł

Filorga Time-Filler Skoncentrowany krem przeciwzmarszczkowy do twarzy
Po zachwytach nad kremem pod oczy z tej serii postanowiłam wypróbować krem do pielęgnacji twarzy. Niestety wersja do twarzy mnie uczula;/ Użyłam jej tylko dwa razy i jedyne co mogę o niej powiedzieć to że dobrze nawilżała i lekko zwężała pory. Myślę, że gdyby nie to podrażnienie, to pewnie byłabym zadowolona z tego produktu.
50ml/od 209zł 

Elemis Pro-Collagen Marine Cream Krem przeciwzmarszczkowy do twarzy
Przyjemny, aczkolwiek nie wart swojej ceny (50ml/82funty). Nawilża, lekko wygładza, dobrze współgra z podkładem mineralnym EDM, nie zapycha i nie podrażnia. Brzmi dobrze, ale istnieje całe mnóstwo tańszych kremów o podobnym działaniu. Zdecydowanie lepiej wspominam ten krem w wersji Ultra Rich klik. 

Znacie któryś z tych kosmetyków? A może miałyście zamiar któryś z nich kupić?

Atina.
Czytaj dalej

Sylveco Peeling enzymatyczny do twarzy

Preparat złuszczający działający w oparciu o proces proteolizy martwych komórek naskórka. Wyjątkowa formuła, bogata w silnie odżywcze i nawilżające oleje oraz masła, pozwala zachować 100% aktywność enzymów bromelainy i papainy. Peeling delikatnie, ale skutecznie rozpuszcza martwe, zrogowaciałe komórki, wygładza i poprawia strukturę skóry, ujednolica koloryt cery. Dzięki tylko powierzchownemu działaniu nie podrażnia, może być stosowany w przypadku nadwrażliwości i rozszerzonych naczynek, u osób które nie tolerują zabiegów mechanicznych i/lub eksfoliacji kwasami.

Pojemność: 75ml
Cena: 25zł
Sklep: drogerie internetowe
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia


Moja cera toleruje tylko peelingi enzymatyczne. Muszę przyznać, że Sylveco spisuje się u mnie wyjątkowo dobrze. Miałam obawy dotyczące jego zapachu, bo dużo dziewczyn pisało, że śmierdzi i że przez to nie dają rady go używać. Według mojego nosa peeling ładnie pachnie! Lekko ziołowo - cytrusowo. Jest wręcz uspokajająco-relaksujący ;)

Peeling Sylveco dobrze oczyszcza skórę, usuwa zrogowaciały naskórek, nawilża i przywraca blask zmęczonej cerze. Nie podrażnia mojej wrażliwej cery i ma przyjemny, naturalny skład. Jest bardzo wydajny i nie sposób go zużyć w ciągu 6 miesięcy. Chyba zacznę stosować go do całego ciała, żeby nie wyrzucać opakowania z zawartością. 

Skład:
Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Elaeis Guineensis Oil, Theobroma Cacao Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Lauryl Glucoside, Papain, Bromelain, Hydroxystearic Acid, Cymbopogon Schoenanthus Oil, Tocopheryl Acetate, Pelargonium Graveolens Oil, Citrus Limonum Peel Oil, Allantoin, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Geraniol.


Męczy mnie za to jedna sprawa - sposób aplikacji. Nie lubię, a raczej jestem za leniwa na wykonywanie masażu. Większość enzymatycznych peelingów nakłada się na twarz i po prostu pozostawia na kilka minut, a potem zmywa. Sylveco każe nam wykonać masaż. Ja nie mam siły i zazwyczaj jest to tylko kilkusekundowe roztarcie produktu i pozostawienie go na chwilę na skórze. Za każdym razem sobie obiecuje, że następnym razem przyłożę się do tego masażu, ale jak przychodzi co do czego to znowu mi się nie chce. No i wyszło na jaw jaka to jestem leniwa;d

Znacie peeling enzymatyczny Sylveco? Lubicie jego zapach?
Ps. jaki peeling enzymatyczny powinnam jeszcze wypróbować?

Atina.
Czytaj dalej

Sukin Szampon z proteinami do włosów cienkich i trudnych do ułożenia

Szampon z proteinami z ryżu oraz pszenicy, które wspomagają odbudowę i regenerację uszkodzonych struktur włosa. Białka zawarte w szamponie z jednej strony pomagają odbudowywać uszkodzenia już istniejące, a z drugiej wzmacniają strukturę włosa, aby zapobiegać powstawaniu kolejnych. Codzienne szczotkowanie, suszenie z wykorzystaniem ciepła, stylizacja… to tylko niektóre czynniki na jakie narażone są włosy. Dodatkowo szampony Sukin nie zawierają agresywnych substancji powierzchniowo-czynnych, które wysuszają włosy. Sok aloesowy zawarty w szamponie nawilża i zmiękcza włosy, sprawia że dobrze się układają i nie puszą.

Pojemność: 500ml
Cena: 54zł
Sklep: drogerie internetowe, TKMaxx
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia


Pomimo pięknego składu szampon ten nie sprawdził się na moich włosach. Należy on do grupy, która obciąża mi nadmiernie włosy. W tej grupie jest między innymi szampon Biolaven klik i Dr.Organic klik.  Szampony te mają dobre, naturalne składy. Dbają o włosy, mocno je nawilżają, ale w moim przypadku powodują efekt przyklapu i niedomytych włosów. Myślę, że po takie produkty mogą sięgać osoby z mocno przesuszonymi włosami, które trudno obciążyć. Moje szampony wykańcza Luby, który ma bardzo krótkie włosy i zależy mu głównie na nawilżeniu skóry głowy, więc takie składy nie są mu straszne, wręcz pożądane ;)

Skład:
Water (Aqua), Aloe Barbadensis Leaf Juice, Cocoamidopropyl Betaine, Decyl Glucoside, PEG-150 Pentaerythrityl Tetrastearate, Hydrolyzed Rice Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Actinidia Chinensis (Kiwi) Fruit Extract, Urtica Dioica (Nettle) Leaf Extract, Articum Lappa Root Extract (Burdock), Equisetum Arvense Extract (Horsetail) , Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Citrus Tangerina (Tangerine) Peel Oil, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Vanillin, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Limonene*, Linalool*.
* Natural component of essential oils.

Mój szampon kupiłam w TKMaxx'ie za około 30zł. Mogę dodać, że ma przyjemny zapach i jest mega wydajny. Zużyłam 1/4 opakowania o pojemności 500ml i się poddałam. Nie pomagało nawet mycie na przemian z silnymi myjadłami z SLS. Także jeśli któryś z tych trzech szamponów (Sukin, Biolaven, Dr.Organic) obciążał Wam włosy, to nie kupujcie pozostałych dwóch, zaoszczędzicie nerwy i pieniądze. 

Znacie szampony Sukin? Jak się one u Was spisują?

Atina.
Czytaj dalej

The Body Shop Masło do ciała British Rose

Aksamitnie gładki nawilżacz ma lekką konsystencję przy bardzo bogatym nawilżeniu. Idealny dla normalnej i suchej skóry, nadaje jej pięknego blasku i subtelnego zapachu.

Pojemność: 200ml
Cena: 65zł
Sklep: TBS
Ważność: 12 miesięcy od otwarcia


Brytyjska Róża to moja piąta wersja zapachowa masła od The Body Shop. Znam już Papaja klik, Dziki Argan klik, Migdał klik i Jagody Acai klik. W sklepie TBS wąchałam wersje Kokos, Masło Kawowe, Miód, Truskawka i Oliwka. Te dwie pierwsze kompletnie mi nie pasują. Pozostałe chętnie kiedyś kupie :) No bo nie da się ukryć, że masła TBS to głównie opakowania i zapachy! Właściwości nawilżające nie są złe, ale sam skład pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście wolę naturalniejsze produkty, ale od czasu do czasu można sięgnąć po tego gagatka,

Skład:
Aqua, Glycerin, Glycine Soja Oil, Cetearyl Alcohol, Ethylhexyl Palmitate, Myristyl Myristate, Butyrospermum Parkii Butter, C12-15 Alkyl Benzoate, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearade, Bertholletia Excelsa Seed Oil, Parfum, Panthenol, Mica, Caprylyl Glycol, Dimethicone, Phenoxyethanol, Carbomer, Tocopherol, Sodium Hydroxide, Benzyl Salicylate, Limonene, Disodium EDTA, Citronellol, Geraniol, Rose Extract, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, CI 77891/Titanium Dioxide, CI 17200/Red 33.



Wersja British Rose pachnie ładnie, ale nie jest to typowa róża. Jest lekka i trochę chemiczna. W miarę dobrze nawilża, szybko się wchłania jak na gęste masło i nie podrażnia mojej wrażliwej skóry. Podoba mi się, ale nie na tyle żeby sięgnąć po nią ponownie. Następnym razem na pewno wybiorę inną wersje zapachową.
Moje masełko to miniatura o pojemności 50ml. Świetna spawa w podróży lub po prostu do przetestowania ;)

Które masło TBS jest Waszym ulubionym? 

Atina.
Czytaj dalej

Koszyk z zakupami Październik 2017

No i mamy prawie już listopad! Leci ta jesień jak szalona, ale to dobrze, bo szybciej przyjdzie wiosna ;) W październiku przybyło mi kilka naprawdę ciekawych kosmetyków i kolejne urządzenie do twarzy. Znalazła się tu nawet kolorówka. Jeśli jesteście ciekawe szczegółów, to zapraszam do dalszej części notki. 


Po długim namyśle zdecydowałam się na zakup palety The Balm Voyage. Przede wszystkim zależało mi na rozświetlaczu i pomyślałam sobie, że po co będę kupować rozświetlacz skoro w jego cenie mogę mieć paletkę z nim w środku. Genialne co? Do tego przyda mi się taki bajer na wyjazdy. Na razie jestem zadowolona, tylko pomadki mi nie pasują. Nie podobają mi się kolory oraz ich tępa konsystencja. 


Ponowiłam zakup różanego szamponu Faith In Nature. Pisałam o nim tu. Ostatnio moje włosy stały się bardziej wymagające, a pamiętam, że ten szampon wyjątkowo im służył.


Udało mi się kupić kolejną naturalną mieszankę olejków. Tym razem jest to Ganique Miracle Facelift Oil z witaminą C. Polecam Wam taką bombę witaminową dla skóry. Wcześniej używałam tego typu serum od Zatik klik


W moje łapki wpadło mydło Second Nature Lemon Tea Tree. Będę używać go do kąpieli zamiast żelu pod prysznic. Przy okazji pochwalę się, że pozbyłam się wszystkich żeli z moich zapasów i nie zamierzam więcej ich kupować. Stawiam na naturalne mydełka. 


Balsam Balance Me kupiłam w naprawdę okazyjnej cenie (3 funty zamiast 8 - iu). Ma świetny, naturalny skład! Mam nadzieję, że się będzie dobrze spisywał.


Zrobiłam mały zapas pomadek. Na co dzień Nivea Watermelon Shine i od czasu do czasu Benefit They're Real! Double The Lip w kolorze Nude Scandal. Ta ostatnia to miniaturka, która była dołączona do gazety w UK. 


Kolejny ponowny zakup to podkład mineralny Everyday Minerals klik. Tym razem sięgnęłam po wersję matową. Zamówienie robiłam na amerykańskiej stronie EM i mogłam dobrać sobie pięć dowolnych próbek. W dodatku nie policzono mi żadnych dodatkowych opłat, co niestety miało miejsce gdy kupowałam na iHerb


Ostatnim zakupem w koszyku jest masażer do twarzy do usuwania zmarszczek pod oczami i wokół ust Dermo Future. Już go trochę używam, ale jeszcze za wcześnie na opinie.


O czym chciałybyście poczytać na blogu?

Atina.
Czytaj dalej

Sarah Jessica Parker Twilight EDP

Sarah Jessica Parker Twilight to zmysłowy, seksowny zapach, którzy obudzi w Tobie czystą kobiecość. Stań się podobnie jak aktorka, która użyczyła perfumom swojego imienia i nazwiska, nieodparcie piękną i uwodzicielską kobietą, której żaden mężczyzna się nie oprze. Otul swe ciało w wyszukany aromat i zacznij korzystać w pełni z życia!

Nuty zapachowe:
Głowa: pieprz, bergamotka, galbanum, mandarynka
Serce: piwonia, jaśmin
Podstawa: drzewo sandałowe, ambra, kadzidło, piżmo


Perfumy wyróżnia prosty, ale elegancki flakon, który ładnie prezentuje się na  mojej toaletce. Patrząc na nuty zapachowe wydaje się, że to będzie mocny, otulający, jesienno - zimowy zapach. Niestety Twilight nie ma w sobie mocy! Jest bardzo delikatny, jak dla mnie ledwo wyczuwalny. Przez to perfumy te są kompletnie niewydajne, bo ciągle musze się dopsikiwać, żeby cokolwiek czuć. Sam zapach mi się podoba. Jest drzewno-kadzidlany, ale naprawdę bardzo, bardzo lekki i nietrwały. Może się spodobać osobom, które nie lubią mocnych, przytłaczających zapachów, a chciałyby odpocząć od słodkich kwiatków i owoców ;)
Falkon o pojemności 75ml można kupić już od 55zł.

Znacie Twilight? A może posiadacie inny zapach od Sarah Jessica Parker?

Atina.
Czytaj dalej

Yankee Candle Berry Trifle

Sezon palenia świec i kominków w pełni, więc pora pokazać Wam czym ostatnio umilałam sobie jesienne wieczory przy książce i herbacie. Berry Trifle nie jest typowo jesiennym zapachem, ale akurat to on był pod ręką, gdy naszła mnie ochota na palenie świecy. 


Wosk ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o orzeźwiającym zapachu owoców jagodowych zatopionych w delikatnym kremie waniliowym.

Berry Trifle jest bardzo delikatnym zapachem. Jest to zaletą tylko jeśli zamierzamy palić go w małym pomieszczeniu. Jagody i wanilia toż to prawie idealne połączenie. W tym przypadku słodycz jest bardzo orzeźwiająca i stąd nie do końca wpisuje mi  się w jesienne trendy. Dużo mocniej wyczuwam tu owoce niż krem waniliowy. Sam zapach jest dla mnie przyjemny i chętnie go paliłam. Jednakże nie ma w nim niczego szczególnego i powrotu do niego nie planuje. 

Znacie Berry Trifle od Yankee Candle? Jaki zapach gości u Was tej jesieni?

Atina.
Czytaj dalej

Miniaturka prawdę Ci powie... Olfactive Studio, Madara, Clinique

Dziś kolejna porcja moich opinii o próbkach i miniaturkach. Zacznę od Olfactive Studio, które tworzy perfumy unisex, czyli dla mężczyzn i dla kobiet. Ja nigdy specjalnie nie przepadałam za tego typu perfumami i tym razem też moje serce nie zabiło mocniej;/ Miałam okazje przetestować więcej niż jedną próbkę, ale do zdjęcia załapała się tylko ostatnia. Testowałam Autoportrait, Chambre Noire, Lumiere Blanche i Still Life. Najmniej podobały mi się Lumiere Blanche, ale to ten zapach zapamiętałam najlepiej, bo był naprawdę dziwny. Pachniał mi czymś mega sterylnym, zimnym laboratorium lub szpitalem. Autoportrait i Still Life zapamiętałam jako świeże cytrusy. Ostatnia próbka Chambre Noire najlepiej wpasowała się w mój gust. Jest wyrazista, intensywna i otulająca. Jednakże nie czuję chęci posiadania pełnowymiarowego flakonu. W sumie to dobrze się stało, bo te perfumy nie należą do najtańszych. Za flakon o pojemności 100ml trzeba zapłacić 560-700zł. 


Kolejny mini produkt to serum przeciwzmarszczkowe Madara Time Miracle Cellular Repair. W pełnowymiarowej wersji występuje w buteleczce z pompką. Moja tubka wystarczyła mi na solidne testy i musze przyznać, że było dobrze, ale bez fajerwerków. Serum błyskawicznie się wchłania, nie pozostawia lepkiej warstwy, nawilża, nie podrażnia i nie uczula. Idealnie nadaje się pod makijaż. Ma ciekawy skład. Niestety nie zauważyłam działania przeciwzmarszczkowego. Być może za krótko go używałam, ale ja lubię kosmetyki dające natychmiastowe efekty ;) Cena serum też nie należy do najniższych 30ml/219zł. Myślę, że za połowę tej ceny dostanę równie dobry lub nawet lepszy produkt.

Skład:
Betula Alba (birch) Juice Simmondsia Chinensis Dicaprylyl Carbonate Squalane Glycerin Betaine Sodium PCA Hippophae Rhamnoides Trifolium Pratense Vaccinium Myrtillus Galium Verum Alchemilla Vulgaris Aqua Cetearyl Glucoside Cetearyl Alcohol Cellulose Dipalmitoyl Hydroxyproline Benzyl Alcohol Aroma Chitin Beta-glucan Xanthan Gum Tocopherol Sodium Benzoate Titanium Dioxide (CI 77891) Ascorbyl Palmitate Equisetum Arvense Aesculus Hippocastanum Sodium Hyaluronate Potassium Sorbate Lactic Acid Mica (CI 77019) Sodium phytate Hydrogenated Lecithin CI77288 (Chromoxide) Honey Hydrolyzed Hyaluronic Acid Pectin Limonene Linalool Eugenol Citral

Ostatnia miniaturka to tusz do rzęs Clinique Hight Impact Mascara. Z tym gagatkiem to mam ciężką przeprawę. Zużylam już kilka takich mini opakowań i za każdym razem mam inne odczucia. Ten ze zdjęcia ze srebrną nakrętką jest naprawdę kiepski, a mój poprzedni z nakrętką w kolorze ciemnej zieleni był naprawdę fajny. W zapasach mam jeszcze jedną sztukę, więc jeszcze to sprawdzę. Pełnowymiarowy tusz kosztuje 67zł i jeśli miałby się spisywać jak ten ze srebrną nakrętką to byłabym wściekła, że tyle na niego wydałam!

Znacie któryś z tych produktów? Lubicie, kupujecie?

Atina.
Czytaj dalej

O'Herbal Nawilżający balsam do ciała z ekstraktem z aloesu

Receptura balsamu jest nierozłącznie związana z naturą. Najważniejsze w niej są cenne składniki naturalnego pochodzenia, które wspierają zdrowy wygląd skóry. Balsam pielęgnuje skórę i chroni przed wysuszaniem, nadaje jej miękkość i elastyczność.

Pojemność: 500ml
Cena: 22,49zł
Sklep: elfa-pharm


Balsam ma lekką, szybko wchłaniającą się konsystencje. Dzięki tym właściwościom można stosować go nawet chwilę przed wyjściem z domu. Kolejną jego zaletą jest przyjemny, ziołowy, lekko orzeźwiający zapach. Opakowanie jest ogromne, ale używane w domu jest wygodne dzięki pompce.

Działanie oceniam na mocną trójkę z plusem. Lekki balsam, to i nawilżenie lekkie. Latem nie przeszkadzało mi to, ale teraz jesienią jest dla mnie za słabe. Nie radzi sobie z moimi mocno przesuszonymi łydkami. Musiałam przerzucić się na gęste masła do ciała.
W składzie mamy niby masło shea i sok z liści aloesu, ale dla mnie to za mało;/

Skład:
aqua*, glycerin*, dicaprylyl carbonate*, aloe barbadensis leaf juice*, butyrospermum parkii butter*, polyglyceryl-3 methylglucose distearate*, octyldodecanol*, hydroxyethyl urea, macadamia ternifolia seed oil*, allantoin, aloe barbadensis leaf extract*, zea mays starch*, xanthan gum*, ammonium acryloyldimethyltaurate/vp copolymer, parfum, urea, ethanolamine, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, sodium benzoate, potassium sorbate, tocopherol, citronellol, limonene, hydroxycitronellal
* składniki pochodzenia naturalnego


Jeśli macie skórę wymagająca, przesuszoną, to lepiej zainwestować w coś bardziej treściwego. Niebawem pokażę Wam na blogu jakie masło aktualnie wiedzie prym w mojej pielęgnacji ciała.

Znacie balsamy do ciała O'Herbal? Jak się one u Was spisują?

Atina.
Czytaj dalej

Perfumowa chiejlista 2017/2018

W swoich zapasach mam kilka flakonów perfum, ale po głowie chodzą mi już nowe zapachy ;D Te które dziś Wam przedstawię znam bardzo dobrze z próbek i z miniaturek. Wiem, że ich zakup będzie mnie ogromnie cieszył i dobrze służył. Jedynie co mnie ogranicza to ceny i chęć minimalizmu w każdej dziedzinie mojego życia. Dlatego zakup tych pachnideł rozkładam na końcówkę tego roku i cały przyszły 2018 rok. Myślę, że to rozsądny przedział czasowy ;)

 Oto moja lista:



1. Yves Saint Laurent Black Opium EDP
W Black Opium podoba mi się zarówno zapach jak i flakon. Nawet już zamówiłam go sobie na eBay'u, ale okazał się on być starym egzemplarzem, który nie pachniał już tak jak powinien. Na szczęście sprzedawca przyjął zwrot bez problemu. Chciałam upolować go w okazyjnej cenie, ale się nie udało;/ Sam zapach jest ciepły, słodki i otulający. Dosyć trwały i naprawdę mi przypasował. Jeszcze kiedyś będzie mój;)))

Nuta głowy: różowy pieprz, gruszka, kwiat pomarańczy
Nuta serca: kawa, jaśmin
Nuta podstawy: paczuli, wanilia, cedr

2. Gucci Rush EDT
Ten zapach poznałam bardzo dawno temu. Nagle sobie o nm przypomniałam i zapragnęłam przypomnieć mojemu nosowi jak pachnie Rush. Z tego co pamiętam to jest on również ciepły i otulający. Jak na  wodę toaletową bardzo trwały i intensywny.

Nuta głowy: gardenia, frezja, róża
Nuta serca: wanilia, jaśmin
Nuta podstawy: paczuli, wetiwer, koriandr, drzewo sandałowe, korzeń kuskusu

3. Chanel Coco Mademoiselle EDP
Zawsze marzyły mi się perfumy Chanel. Swojego czasu lubiłam Chance, ale ostatnio poznałam Mademoiselle i to one teraz mnie kuszą.

Nuty głowy: sycylijska pomarańcza, kalabryjska bergamota
Nuty serca: róża, orientalny jaśmin.
Nuta podstawy: indonezyjska paczula, haitańska wetyweria, wanilia z Réunion, białe piżmo.

4. Kenzo Jungle Elephant EDP
Aktualnie mam miniaturę słonika klik, ale wiem, że jak tylko ją wykończę (używam jej bardzo oszczędnie;d) to na pewno będę chciała mieć pełnowymiarowy flakon, minimum 50ml. Ten zapach ma w sobie to coś! Zbiera wiele komplementów;)

Nuta głowy: mandarynka, kardamon, kumin, goździk (korzenny)
Nuta serca: ylang-ylang, lukrecja, mango, heliotrop
Nuta bazowa: paczula, wanilia, ambra, cashmeran

Przy okazji robienia tej notki zauważyłam, że większość moich ulubieńców ma w nucie bazy paczule i wanilię. Może tym tropem powinnam iść wybierając kolejne zapachy :)

A Wam jakie perfumy się marzą?
Atina.
Czytaj dalej

Make Me Bio Woda różana

Hydrolat z płatków róży damasceńskiej znany jest jako kosmetyk o wyjątkowym działaniu odżywczym, łagodzącym i pielęgnacyjnym. Stosowany jako tonik do twarzy głęboko oczyszcza, łagodzi zmiany trądzikowe, regeneruje i przywraca blask zmęczonej i dojrzałej skórze. Wykazuje też działanie nawilżające, rozjaśnia przebarwienia, poprawia elastyczność naskórka i wyraźnie go zmiękcza. Sprawia, że skóra jest doskonale przygotowana do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, a także doskonale odżywiona, promienna i świeża. Stosowany na włosy wspomaga ich regenerację, poprawia elastyczność i odżywia. Sprawia, że są bardziej sprężyste, miękkie i przyjemne w dotyku. Wyjątkowy zapach róży damasceńskiej działa też kojąco na zmysły, pomaga się odprężyć i zrelaksować. Woda różana doskonale sprawdza się w pielęgnacji każdego rodzaju cery, w tym suchej, dojrzałej i trądzikowej, a także każdego rodzaju włosów.

Pojemność: 100ml
Cena: 15-17zł
Sklep: internetowe drogerie


Stosowałam już różne wody różane, ale ta jest jedyna, która tak dziwnie i jak dla mnie nieładnie pachnie. Początkowo podejrzewałam nawet, że jest zepsuta. Miałam ochotę wywalić ją do kosza na śmieci, bo naprawdę mi śmierdziała. Poszukałam informacji w necie i się okazało, że róża damasceńska tak właśnie pachnie. Trochę mnie to uspokoiło i już bez obaw stosowałam ją dwa razy dziennie zamiast toniku (rano i wieczorem). Z czasem przywykłam do tego smrodku, ale po wykończeniu tego jednego opakowania nie tęsknie za nim w ogóle ;d 

Czas teraz na plusy, czyli działanie! Moja cera lubi takie naturalne kosmetyki i reagowała bardzo dobrze na wodę różaną Make Me Bio. Miałam nawet wrażenie, że lubiła się z nią dużo bardziej niż z innymi wodami, które miałam okazje do tej pory używać. Pięknie doczyszczała skórę, odświeżała ją i przygotowywała do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Absolutnie nie podrażniała i nie uczulała. Mogę nawet powiedzieć, że trochę odżywiała i przywracała blask skórze. 

Skład:
Rosa Damascena (Róża Damasceńska) Water

Jeśli nie jest Wam straszny zapach róży damasceńskiej, to koniecznie spróbujcie wody właśnie z tej odmiany. Królowa róż (tak ją nazywają) zawiera przede wszystkim witaminę C, karoten, witaminy z grupy B i K, flawonoidy, taninę, wielonienasycone kwasy tłuszczowe, wapno, potas, magnez, sód i cynk. Woda różana sprawdzi się przy stanach zapalnych skóry, przy cerze zmęczonej, naczynkowej i wrażliwej. Wygładzi też zmarszczki i poprawi jędrność skóry. Warto ją mieć w swojej kosmetyczce ;)

Znacie wodę różaną Make Me Bio? Lubicie jej zapach?

Atina.
Czytaj dalej

Sukin Woda micelarna

Płyn micelarny to kolejny udany produkt marki Sukin. Wcześniej zachwycałam się ich kremem do twarzy na noc klik. Mam jeszcze szampon do włosów tej firmy, ale jak na razie mam mieszane uczucia. Dam mu jeszcze chwilę za nim wydam ostateczny wyrok ;d


Wracając do płynu micelarnego (250ml/20zł w TKMaxx'ie/ważność 6 miesięcy od otwarcia) to byłam z niego naprawdę zadowolona. Dobrze zmywał makijaż z twarzy, z oczu troszkę słabiej, ale ostatecznie nie było tak źle, żeby go nie lubić. Nie podrażniał, nie uczulał mojej wrażliwej cery. W jego składzie znajdziemy sok z liści aloesu, lecytynę, ekstrakt z ogórka i z rumianku. Był wydajny i całkiem przyjemnie pachniał.

Skład:
Water (Aqua), Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Decyl Glucoside, Lecithin, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract (Chamomile), Vanillin, Alcohol Denat, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol

Jeśli spotkam go w podobnej cenie to na pewno ponowie zakup. W drogeriach internetowych kosztuje nawet 49zł. Za tą cenę już mnie tak nie kusi ;d

Znacie płyn micelarny Sukin? 

Atina.
Czytaj dalej

Lanocreme Collagen Formula Serum pod oczy

Nigdy nie lubiłam żeli pod oczy i nie wiem co mnie podkusiło aby kupić ten od Lanocreme? Ale skoro go już kupiłam to używam. Nakładam go tylko na dzień pod właściwy krem pod oczy. Samodzielnie stosowany jest za słaby. Za szybko się wchłania i mam uczucie jakbym nic nie nałożyła. Skład jest całkiem przyjemny, ale żelowa formuła do mnie nie przemawia i na pewno prędko nie kupię nic podobnego.


Serum na pewno trochę wzmacnia działanie kremu pod oczy. Jest delikatne, nie podrażnia i odrobinę nawilża. Niestety nie zauważyłam żadnych spektakularnych zmian w wyglądzie skóry pod oczami. Równie dobre mogłabym go nie używać. 

Produkt ten kupiłam w TKMaxx'ie. Na półkach często widuje kosmetyki tej firmy, ale jakoś mnie nie ciągnie do dalszych testów. 

Skład:
aqua, hamamelis virginiana (with hazel) water, prunus amygdalus dulcis (almond) oil & glycerin & cocos nucifera (coconut) oil, hyaluronic acid, glycyrrhizza glabra (licorice) root extract, hydrolyzed (marine) collagen, hydrolyzed hibiscus esculentus extract & dextrin, cucumis sativus fruit (cucumber) extract, magnolia acuminata bark extract, actinidia chinensis (kiwi) fruit extract, ubiquinone (coenzyme Q10), aloe barbadensis leaf juice, actinidia chinensis (kiwi) seed oil, argania spinosa (argan) kernel oil, benzyl alcohol & salicylic acid & glicerin & sorbic acid, carbomer, tetrasodium EDTA, triethanolamine, sodium hydroxide, parfum (fragrance)


Serum to sprawdzi się u osób, które lubią żele pod oczy. Ze względu na dobry skład na pewno będzie ono lepsze od wielu drogeryjnych żeli. 

Są tu fanki żelowych formuł?


Atina.
Czytaj dalej

O'Herbal Ochronny balsam do ust z olejkiem arganowym

Nietłusty, ochronny balsam do ust z olejkiem arganowym zapobiega pękaniu i suchości ust. Idealny do stosowania zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym, gdy usta narażone są na niekorzystne działanie niskiej temperatury. 

Pojemność: 4,8g
Cena: 7,49zł
Sklep: elfa-pharm.pl


Balsam O'Herbal nie powala swoim wyglądem. Jest niefotogeniczny i trochę toporny. W zamian za to ma naprawdę wartościowe wnętrze! I to na nim warto się skupić. Przede wszystkim ma świetny skład, w którym znajdziemy olej ze słodkich migdałów, olejek rycynowy, olej z nasion rzepaku, lanoline, wosk pszczeli, masło shea, wosk kandelila, olej arganowy, wosk z liści kopernicji, witaminę E, skwalen, pantenol i sól sodową kwasu hialuronowego. Po jego użyciu usta są na długo nawilżone i miękkie. 

Balsam ma lekką, nieklejącą się konsystencje. Pięknie pachnie i jest naprawdę przyjemny w użyciu. Można go spokojnie używać przez cały rok. Mimo, że lekka konsystencja nie kojarzy się z zimą, to oleje i woski na pewno poradzą sobie również w chłodniejsze dni. 

Skład:
prunus amygdalus dulcis oil, ricinus communis seed oil, brassica campestris seed oil, caprylic/capric triglyceride, lanolin, cera alba, butyrospermum parkii butter, isopropyl myristate, candelilla cera, argania spinosa kerenel oil, copernicia cerifera cera, tocopheryl acetate, squalene, panthenol, hydrogenated castor oil, sodium hyaluronate, glycerin, sodium saccharin, titanium dioxide, parfum, limonene



Za tę cenę i za ten skład można przymknąć oko na opakowanie. Ale jakby tak producent zmienił coś w jego wyglądzie, to byłby naprawdę mój hit pomadkowy! Ja bardzo lubię te mniejsze opakowania, które cieszą oko i mniej miejsca zajmują w kieszeni czy torebce. Do tego zmieniłabym kolorystykę nadruku, bo ta jest trochę za jesienna. 

Z balsamem O'Herbal bardzo polubił się mój Luby. Przede wszystkim spodobał mu się zapach, co naprawdę rzadko się zdarza. Podarowałam mu więc swój egzemplarz :) 

Znacie balsamy ochronne O'Herbal? 

Atina.

Czytaj dalej

Brązowa kreska, czyli mój codzienny makijaż oka (Daniel Sandler i Missha)

Nie wyobrażam sobie mojego codziennego makijażu bez kreski na górnej powiece. Niby drobny akcent, a jaką robi różnicę! Zazwyczaj jest to właśnie czekoladowy, głęboki brąz. W tym kolorze czuje się najlepiej. W dodatku taki makijaż oka nie zajmuje mi zbyt dużo czasu, co jest ważne szczególnie gdy muszę wyjść z domu wcześnie rano. Moim aktualnym faworytem w tej kategorii jest automatyczna kredka Daniel Sandler w odcieniu Brown Velvet. Lubię ją za ładny czekoladowy odcień brązu oraz za to, że nie muszę jej strugać. 


Sprawdziłam i w Polsce nie można jej kupić, ale w sumie ja nie zamierzam ponawiać tego zakupu ponieważ kredka ta kosztuje około 10 funtów, a ma też swoje wady. A mianowicie nie jest bardzo miękka. Po kilku miesiącach już się przyzwyczaiłam do tej twardszej konsystencji, ale nie ukrywam, że tęsknie za mega miękkimi kredkami. Jej trwałość jest zadowalająca, ale w letnie upały potrafiła się odbić na powiece. Na plus zasługuje fakt, że kredka ta nie posiada parabenów oraz zawiera w swoim składzie witaminę C i E. Jest dostępna w trzech odcieniach: Brown Velvet, Blue Velvet i Aqua Velvet. Mnie do niebieskości już nie ciągnie, więc czuję się zaspokojona w temacie kredek Daniel'a Sandler'a. 

0,35g/10funtów/24miesiące od otwarcia



Drugą brązową kredką w mojej kosmetyczce jest Missha The Style w odcieniu Brown. Niestety ta kredka też nie jest dostępna w Polsce, a przynajmniej nie na tą chwilę. Znowu nie macie czego żałować, bo z tą kredką nie polubiłam się w ogóle. Jest dużo mniej trwała od swojej poprzedniczki, jest sporo jaśniejsza, chociaż na swatchu tego tak nie widać i również jest twardawa. W dodatku trzeba ją strugać i ma krótką datę ważności po otwarciu. Sześć miesięcy na zużycie kredki do oczu to zdecydowanie za mało. Na plus zasługuje niska cena;) 

1,5g/13złotych/6miesięcy od otarcia


Mam nadzieję, że moje następne kredki okażą się lepsze i że będą dostępne w Polskich sklepach.

A Wy jaki kolor kreski nosicie najczęściej?


Atina.
Czytaj dalej

Co nowego we wrzesniu?

Jak co miesiąc przybyło mi kilka nowości. Czekam na taki czas, gdy tych zakupów nie będzie wcale i nie będę mogła przygotować notki z nowościami. Oczywiście napiszę post i pochwalę się, że tym razem nic nie kupiłam ;d Co miesiąc wydaje mi się, że jestem blisko, że teraz to już na pewno nic nie kupię, a ostatecznie rodzą się nowe potrzeby lub znajduje ciekawe promocje. Na pus zasługuje to, że kolekcja się tak bardzo nie rozrasta. Większość na bieżąco zużywam. 


Wreszcie zaopatrzyłam się w dużą świecę Yankee Candle. Wybrałam lekki, morski zapach Beach Waves (świeży, czysty zapach słonego powietrza), który w Polsce jest raczej niedostępny. Plażowe fale kojarzą mi się z wakacjami, spokojem i pustymi plażami. Moje idealne wakacje, to właśnie opustoszałe plaże, lekki ciepły wiatr i szum fal. Dokładnie taki jest ten zapach YC. Podczas palenia zapach wypełnia całe pomieszczenie, ale jest delikatny, nienachalny. 


Kupiłam kolejny filtr do twarzy, ale na pewno się nie zmarnuje, bo postanowiłam używać kremów z wysoką ochroną przeciwsłoneczną przez cały rok. Filorga UV Bronze to nowość. Udało mi się ją kupić w dużo niżej cenie. Zamiast 130zł zapłaciłam 70zł. 

Opis producenta brzmi naprawdę zachęcająco.
Przeciwstarzeniowy fluid przeciwsłoneczny [zmarszczki + przebarwienia]
Kompleksowa ochrona przeciwstarzeniowa [technologia foto-aktywacji]: silny przeciwutleniacz blokuje promieniowanie słoneczne, zapewniając skórze wysoki poziom ochrony przed promieniami UV i IR i zmniejszając oznaki starzenia.
Formuła bogata w sulforany, przeciwdziałające pojawianiu się zmarszczek. Zapewnia gładką skórę po każdej ekspozycji na promienie słoneczne. Formuła wzbogacona w witaminę PP. Zwalcza przebarwienia, ujednolica koloryt skóry i poprawia efekt opalenizny. Fluid o nietłustej, przyjemnej konsystencji. Matowe wykończenie.


Skusiłam się też na zestaw podróżny marki Filorga. Najbardziej interesuje mnie krem pod oczy Optim-Eyes, krem do twarzy Time-Filler oraz maseczka Meso-Mask. Pozostałe produkty to płyn micelarny i krem do rąk. 


O kosmetykach The Ordinary przeczytałam na jednym z blogów i od razu zachciało mi się wypróbować kilka produktów. Na początek wzięłam Buffet peptydowe serum do twarzy, Advanced Retinoid 2% serum z 2% retinoidem, Argireline Solution 10% serum z 10% kompleksem Argireline Peptide. Tych dwóch ostatnich już używam. Advanced Retinoid 2% nakładam co wieczór na całą twarz plus pod oczy, a Argireline Solution 10% używam tylko na zmarszczki bruzdowo nosowe. Więcej na ten temat napiszę jak wyrobię sobie o nich pełną opinię. Kosmetyki te dostępne są też na polskich stronach internetowych i nie są drogie. Ceny zaczynają się już od 22zł.
.

Słodki gadżet do paznokci Le Mini Macaron to zestaw do hybrydowego manicure. Lampa LED w kształcie makaroniku i specjalny lakier do paznokci 3 w 1, który nie potrzebuje ani bazy ani topu. To będzie moja pierwsza przygoda z lakierem hybrydowym. 


Pędzel B.C do rozświetlacza z TKMaxx'a. Nie znam marki i nie znam się na pędzlach. Wzięłam bo był niedrogi, a ostatnio próbuję swoich sił w nakładaniu rozświetlaczy w codziennym makijażu. Jest mięciutki i nieźle sobie radzi, ale wydaje mi się, że jeszcze wygodniej byłoby mi jak byłby trochę mniejszy. 


Na koniec moje nowe maszynki do golenia Gilette. Pokazuje je tylko dlatego, że są naprawdę ładne ;) Nie pamiętam ich dokładnej nazwy, ale nie da się ich przeoczyć w sklepie. 


To już wszystkie moje wrześniowe zdobycze. Ciekawa jestem co Was najbardziej zainteresowało?

Atina.




Czytaj dalej