Benefit Hoola Puder brązujący

Wszystkie promienie słońca z egzotycznych wysp zamknięte w małym pudełeczku aby rozjaśnić Twoją twarz i poprawić humor!
Odrobina Hoola i hop! Ten super bronzer nada Twojej cerze muśnięty słońcem blask bez konieczności rujnowania się na bilet lotniczy na Hawaje !

Pojemność: 11g
Cena: 165zł
Sklep: Sephora, w UK Boots


Z kosmetykami Benefit różnie u mnie bywa. Raz zawodzą, raz zachwycają. Puder Hoola należy do tej drugiej kategorii i naprawdę warto na niego wydać te 165zł. Dla oszczędnych i bojących się ryzyka z nietrafionym kolorem jest też wersja podróżna już za sporo niższą kwotę - 79zł. Można go sobie przetestować i ewentualnie później zdecydować się na pełny wymiar. Tyle, że mam wrażenie, że te mniejsze opakowania mogą być niewygodne podczas używania.


Pudru brązującego używam przede wszystkim do konturowania. Pomimo, że używam Hooli już dobre kilka miesięcy, to ubytek jest niewielki. Nie wiem czy uda mi się ją kiedykolwiek zużyć, ale to dobrze, bo przy takiej wydajności cena nie jest już taka wysoka. Jedynie do czego mogę się przyczepić to do opakowania, które mi się podoba, ale nie jest trwałe. Nie rozwala się, ale kartonik się powycierał i nie wygląda to estetycznie.





Najważniejszy jest jednak kolor i trwałość do których nie mam żadnych zastrzeżeń. Odcień brązu jest nie za ciemny, nie za jasny. Umiejętne nałożony nie zrobi krzywdy nawet bladolicym. Jest matowy i chłodny. Ma lekko kremową konsystencje i jak dla mnie nie ma zapachu. Skład nie powala, ale to nie jest naturalny produkt. W przyszłości postaram się poszukać czegoś z lepszym składem. Na mojej twarzy trzyma się cały dzień, trochę blaknie, ale wieczorem nadal jest tam gdzie powinien.


Konturowanie pudrem Hoola jest moim codziennym rytuałem makijażowym. Mam go zawsze w podręcznej kosmetyczce. Zaliczam go do swoich aktualnych kolorówkowych ulubieńców, a musicie wiedzieć, że nie jest ich zbyt wielu. Rzadko zmieniam kosmetyki kolorowe. Staram się trzymać minimalizm w tej dziedzinie.

Używacie bronzerów? Znacie ten od firmy Benefit?

Atina.
Czytaj dalej

Niekosmetyczne zdobycze z TKMaxx'a

Mówiłam Wam już, że uwielbiam sklep TKMaxx? Najbardziej za dział kosmetyczny, ale czasem uda mi się tu kupić też jakiś dodatek, biżuterie czy herbatę. Ostatnio upolowałam kilka ciekawych rzeczy. Jeśli jesteście ciekawe co takiego, to zapraszam Was do dalszej części notki.


Na pierwszy rzut idą okulary przeciwsłoneczne, których dopiero uczę się nosić. Wstyd się przyznać, ale do tej pory po okulary sięgałam tylko podczas długich, słonecznych podróży samochodem. Teraz chce to zmienić i zadbać o oczy oraz delikatną skórę wokół nich. Wybrałam bardzo twarzowy model wayfarer od Pepe Jeans. Mają dobrą ochronę przed promieniowaniem UV - cat. 3. Polecam zajrzeć do TKMaxx'a na dział z okularami. Najtańsze modele kosztują 60zł, a jest w czym wybierać i każde są oznaczone kategorią ochrony przed promieniowaniem. Trójka jest idealna do miasta, samochodu i na wakacje. Ja dla siebie przygarnęłabym jeszcze kilka innych par ;)))
Futerał był darmowy. Mogłam sobie wybrać jaki chce. Ten mi się spodobał ze względu na niewielki rozmiar.


Kolejny zakup to skórzany portfel Lloyd Baker. Mały, uroczy i mieści wszystko czego potrzebuje. No i sam też się zmieści w mojej małej torebce. Z portfelami w TKMaxx'ie jest podobnie jak z okularami - duży wybór, rozsądne ceny i porządny towar ;) Portfele skórzane kupicie już za 50zł.


Torebka z mojej chciejlisty klik. Pastelowa, skórzana Nica w pożądanym przeze mnie kształcie. Będzie idealna na wakacje, które zaczynam dokładnie za miesiąc. Zmieści portfel, klucze, telefon, chusteczki higieniczne i pomadkę z lusterkiem.


Wreszcie zaopatrzyłam się w futerał na laptopa. Tyle lat nie mogłam się zdecydować na nic konkretnego, a ten zauroczył mnie swoim kolorem i jakością wykonania za naprawdę niewielkie pieniądze. Rzadko go używam, bo raczej nie często potrzebuje laptopa poza domem, ale w razie czego jestem gotowa.


Ostatnie produkty, które często kupuje w TKMaxx'ie to herbaty. Zazwyczaj wyczajam te z promocji za 1 funta. Na zdjęciu pyszna czarna Vanilla Chai i taka sobie zielona Sweet'n'Chilli. Jak dla mnie ta druga za bardzo pieprzna.


Wszystkie te rzeczy kupiłam w angielskim TKMaxx'ie, ale w Polsce powinno być podobnie.

A Wy co najczęściej kupujecie w TKMaxx'ie?

Atina.
Czytaj dalej

Now Solutions Green Tea & Pomegranate Krem na noc do cery normalnej i mieszanej

Moje pielęgnacja twarzy w ostatnim czasie mocno się poprawiła. W końcu moja skóra jest porządnie nawilżona, w miarę odżywiona (nad tym muszę jeszcze popracować) i bez wyprysków, które wcześniej z powodu źle dobranych kremów nonstop panoszyły się na mojej twarzy. Jednym z elementów tej dobrej pielęgnacji jest dzisiejszy krem na noc ze sklepu  iHerb.


Now Solutions to marka bliżej mi nieznana. Pochodzi z USA, a w swoim asortymencie oprócz kosmetyków ma również suplementy diety, olejki eteryczne oraz żywność. Do zakupu skłonił mnie dobry, naturalny skład oraz niewygórowana cena (w promocji 25zł/59ml).

Krem ma lekką konsystencję, która wchłania się praktycznie do matu. Dobrze nawilża, lekko odżywia i nie zapycha. Nadaje się do wrażliwej, alergicznej cery. Jest średnio wydajny i ma intensywny, słodko-apteczny zapach, który początkowo trochę mi przeszkadzał. Po jego użyciu rano skóra jest wypoczęta, świeża i dobrze wypielęgnowana. W składzie znajdziemy między innymi: żel aloesowy, który świetnie nawilża i rozjaśnia skórę, glicerynę roślinną, olej ze słodkich migdałów, masło shea, esencje i wyciąg z granatu, wyciąg z zielonej herbaty, witaminę E, A i C.

Skład:
De-ionized water, aloe vera (aloe barbadensis) leaf gel*, caprylic/capric triglyceride, cetyl/stearyl alcohol blend and glucosides, vegetable glycerin, glyceryl stearate SE, stearic acid (vegetable source), sweet almond oil, cetyl alcohol, glucose/glucose oxidase/lactoperoxidase (natural preservative), ceteareth-20, shea butter (tree nut), soy lecithin, natural pomegranate essence, potassium sorbate, xanthan gum, green tea liquid extract (made from organic green tea*), pomegranate liquid extract, d-alpha tocopherol (vitamin E) (soy), retinyl palmitate (vitamin A), Ascorbic Acid (vitamin C) and chamomile liquid extract.

Jeśli zdecyduje się na kolejne zamówienie z iHerb, to na pewno przyjrzę się bliżej innym kosmetykom z tej firmy. A Wam jeśli macie cerę mieszaną, ale brakuje Wam nawilżenia i borykacie się z ciągłym zapychaniem, to serdecznie polecam ten krem, który występuje również w wersji na dzień. A jeśli chcecie poznać moje kolejne hity do pielęgnacji twarzy, to bądźcie czujne ;)))

Znacie kosmetyki Now Solutions? Znacie problem ciągłego zapychania cery przez kremy do twarzy?

Atina.
Czytaj dalej

Burt's Bees Krem do rąk Migdał i Mleko

Ukojenie dla zniszczonych dłoni! Bogaty krem do rąk rozpieszcza skórę olejkiem migdałowym, aloesem, jak również witaminą E i dba o jedwabiście miękkie dłonie. Szybko się wchłania, nawilża i chroni przed wiatrem i pogodą. 

Pojemność: 55g
Cena: 53,65zł
Sklep: internetowe drogerie


Bardzo dobry krem! Mi udało się go kupić w promocji za 36zł i do tego były dołączone jeszcze dwie pomadki, które również uwielbiam. Muszę kiedyś o nich napisać na blogu. W promocyjnej cenie na pewno skusze się na niego ponownie, w regularnej już raczej nie. Nie to, żeby nie był wart swej ceny, ale jestem oszczędną osobą i na kremy do rąk nie wydaje zbyt dużo.
Krem jest bardzo gęsty, bogaty w olej migdałowy, wosk, sok z aloesu, glinkę i ekstrakt z grapefruita. Intensywnie i cudownie pachnie słodkimi migdałami. Uwielbiam gdy podczas wieczornej aplikacji otula mnie ta ciepła woń migdałów. Rzuciło mi się kiedyś w oczy, że jest nowa wersja tego kremu o zapachu bananów, to dopiero musi być rozpieszczacz zmysłów.  
Działanie jest na dobrym poziomie. Krem dobrze nawilża, nie podrażnia, w miarę szybko się wchłania i dba również o paznokcie. Jedno wieczorne kremowanie spokojnie wystarcza moim średnio przesuszonym dłoniom.
Wspomnę jeszcze o opakowaniu. Wizualnie ogromnie mi się podoba, ale nie jest zbyt wygodne, bo po aplikacji kremu trzeba jeszcze zakręcić słoiczek. A z nakremowanymi dłońmi nie jest to ani łatwe ani dobre dla opakowania, bo ciągle się brudzi.

Skład:
prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, aqua (water, eau), cera alba (beeswax, cire d'abeille), aloe barbadensis leaf juice, kaolin, parfum (fragrance), citrus grandis (grapefruit) fruit extract, non-fat dry milk, chondrus crispus (carrageenan) extract, glycerin, glycine soja (soybean) oil, tocopherol, stearic acid, glucose, sodium borate, sodium chloride, sodium benzoate, glucose oxidase, lactoperoxidase, linalool.

Podsumowując jestem na tak, ale szukajmy promocji ;)))

Znacie kosmetyki Burt's Bees? Polecacie coś konkretnego?

Atina.
Czytaj dalej

Initiale Odżywcza Pielęgnacja Maska Peel-Off Acerola i Witamina C

Maska z acerolą zawiera bardzo dużo witaminy C. Ma działanie odżywiające, pielęgnujące, tonizujące, uelastyczniające i wzmacniające skórę. Stosowanie maski pomaga w neutralizowaniu wolne rodniki. Acorola wpływa na to, że ze skóry twarzy znikają przebarwienia, rozjaśnia ją, zapobiega również przedwczesnemu starzeniu się skóry.

Pojemność: 15g
Cena: 8,50zł
Sklep: probioem.pl


To już trzecia maska od firmy Initiale, którą miałam okazje używać. O pierwszej wzmacniającej pisałam tu, o drugiej nie pisałam, bo zużyłam ją będąc na wakacjach i nie miałam głowy do robienia zdjęć, a chciałam szybko poprawić wygląd cery. Była to maska Źródło Młodości z kolagenem, peptydami i enzymami. Całkiem miło ją wspominam. Dziś postanowiłam wspomnieć o trzeciej, która chyba najbardziej przypadła mi do gustu. A może wreszcie się wyrobiłam w robieniu alg. Zawsze miałam z nimi kłopot. To szybkie mieszanie, szybkie nakładanie, brudny i ciężki do umycia pędzel, miseczka. Za to przynajmniej łatwo się ją ściąga z twarzy.


Odżywcza Pielęgnacja lekko nawilża, odżywia i rozjaśnia skórę. Sam zabieg odpręża i relaksuje po ciężkim dniu, np. w pracy. Od jakiegoś czasu staram się nakładać maseczkę na twarz przynajmniej raz w tygodniu. Zazwyczaj jest to sobota lub niedziela. Chciałabym robić to częściej, ale nie zawsze mam czas i ochotę.


Podsumowując maseczki Initiale są godne uwagi. Wyróżniają je dobre składy, które nie podrażniają, nie zapychają i nie uczulają nawet wrażliwej skóry. Co niestety często się zdarza przy drogeryjnych maseczkach w saszetkach za 2-3zł. Ja już nawet nie patrzę w stronę maseczkowej ściany w sklepach. Wiem, że nic tam dla siebie nie znajdę. W intrenecie i w TK Maxx'ie można za to wyszperać prawdziwe perełki.

Znacie maski Initiale? Lubicie algową pielęgnacje?

Atina.
Czytaj dalej

The Body Shop Mgiełka do ciała Moringa

Moja pierwsza mgiełka od TBS o dziwo nie jest owocowa tylko kwiatowa. Wybór był spontaniczny. Sprawdziłam zapach i stwierdziłam, że jest na tyle ciekawy, że chce nim pachnieć. Później w domu trochę się rozczarowałam, bo po jej użyciu głowa mnie rozbolała. Nie poddałam się jednak i użyłam jej ponownie i ponownie, aż w końcu zaiskrzyło. Używam jej codziennie. Po jakimś czasie trochę straciła i wyblakła, ale u mnie to normalne przy tak częstym użytku. Zawsze muszę robić przerwy, żeby znowu poczuć piękno perfum.


Nie wiem czy wiecie, że moringa to tropikalne drzewo pochodzące z terenów Indii i Pakistanu, które ma piękne wiechy z kremowobiałymi kwiatami. Ich zapach jest piękny - słodki, ale nie cukierkowy. Bardzo intensywny i w miarę trwały jak na mgiełkę. Moringa potrafi być przytłaczająca, więc nie kupujcie jej w ciemno.

Opakowanie jest proste, ale ładne. Szklana butelka dobrze prezentuje się na toaletce. Za 100ml trzeba zapłacić około 59zł, no chyba, że skorzystacie z promocji, których na szczęście The Body Shop nie skąpi.

Lubicie zapach kwiatów moringi? Który zapach od TBS jest Waszym ulubionym?

Atina.
Czytaj dalej

Miniaturka prawdę Ci powie... maseczka Origins i Neal's Yard Remedies

Dziś kilka słów o miniaturkach maseczek, które w ostatnim czasie miałam okazje testować. Pierwsza z nich to dosyć dobrze znana w blogosferze Origins Drink Up wersja 10 minutowa. Od razu napiszę, że gdybym kupiła pełnowymiarowe opakowanie to bym bardzo żałowała. Czytałam pełno pozytywnych, wręcz pochwalnych postów o tej maseczce, więc oczekiwania miałam spore. Tubka o pojemności 7ml wystarczyła mi na kilka użyć, które nic nie wniosły do mojej pielęgnacji twarzy. Lekkie nawilżenie i podejrzenie o zapychanie. Na plus zasługuje przyjemny i intensywny zapach. Pełnowymiarowe opakowanie (100ml) kosztuje 99zł. Dobrze, że miałam okazje spróbować darmowej próbki.


Gdybym spojrzała na skład, to na pewno nie kupiłabym tego produktu, ale reklama na blogach robi swoje i musiałam ją sprawdzić.

Skład:
Water, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Stearic Acid, Polybutene, Glyceryl Stearate, Oleic Acid, Aminomethyl Propanediol, Acrylates Copolymer, Panthenol, Glycerin, Ethylhexylglycerin, Hydroxyethylcellulose, Chlorphenesin, Sodium Dehydroacetate, Phenoxyethanol, Sorbic Acid.

Druga maska, czyli Neal's Yard Remedies White Tea Enriching wypada lepiej składowo, ale niestety gęsta konsystencja pozwoliła mi tylko na jedno użycie. Szkoda, bo po jednym razie ciężko mi stwierdzić czy maska jest dobra. Na pewno ma intensywny i wyrazisty zapach, który mi nie do końca przypasował. Zawiera glinkę, więc oczyszcza skórę, trochę ją nawilża i łagodzi podrażnienia. Pełnowymiarowe opakowanie (50g) kosztuje 132zł. Troche drogo, ale lepiej zainwestować w tą maskę niż w jej poprzedniczkę.

Skład:
Aqua (Water), Kaolin, Glycerin*, Oryza sativa (Rice) extract*, Alcohol denat., Rosa centifolia (Rose) flower extract, Zinc oxide, Cetyl alcohol, Propolis extract*, Cucurbita pepo (Pumpkin) seed oil*, Oenothera biennis (Evening primrose) oil*, Ribes nigrum (Blackcurrant) fruit oil*, Centella asiatica (Gotu kola) extract*, Boswellia carterii (Frankincense) oil, Pogostemon cablin (Patchouli) leaf oil*, Elettaria cardamomum (Cardamon) seed oil*, Cistus ladaniferus (Cistus) resin*, Aloe barbadensis (Aloe vera) leaf juice powder*, Camellia sinensis (White tea) leaf extract, Sodium hyaluronate, Cetearyl olivate, Sorbitan olivate, Citral, Farnesol, Geraniol, Limonene, Linalool.

Podsumowując jestem na tak jeśli chodzi Neal's Yard Remedies. Origins niestety straciło w moich oczach i już w ogóle nie zerkam w jego stronę. Wiem, że to tylko jedna próbka i być może zbyt pochopnie wystawiam opinie tej marce, ale naprawdę przeszła mi ochota na dalsze testy.

A Wy co myślicie o tych maseczkach? Znacie je, używacie, lubicie?

Atina.
Czytaj dalej

Vis Plantis Helix Vital Care Peeling enzymatyczny do twarzy Papaja+Kamelia+Poly-Helixan

Enzymatyczny peeling oczyszcza, złuszcza, usuwa nadmiar zrogowaciałego naskórka, pobudza jego odnowę. Dzięki temu skóra łatwo przyswaja substancje aktywne i skutecznie z nich korzysta. Intensywnie nawilża, wygładza drobne nierówności. Enzymatyczny peeling ujednolica oraz rozjaśnia koloryt.

Pojemność: 75ml
Cena: 9-13zł
Sklep: elfa-pharm.pl, apteka


Peelingu enzymatycznego używałam kiedyś tylko po to, żeby pozbyć się suchych skórek, czyli raz na 2 tygodnie. Od paru tygodni stosuje go częściej, przynajmniej dwa razy w tygodniu, bo taki peeling wygładza, rozjaśnia, oczyszcza i w ogóle poprawia wygląd skóry. Ten konkretny od Vis Plantis jest całkiem przyzwoity. Nie zapycha, nie podrażnia, wygładza, lekko oczyszcza.

Peeling ma kremową konsystencje, którą bezproblemowo nakłada się na skórę twarzy i w sumie łatwo się ją też zmywa. Cały zabieg uprzyjemnia delikatny i bardzo ładny zapach, który jak sądzę jest kwiatowy. Może tak właśnie pachnie kamelia?

Skład:
Aqua, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Stearate, Propanediol, Sodium Polyacrylate, Gossypium Herbaceum Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Dimethicone, Papain, Camelia Kissi Seed Oil, Sodium Stearoyl Glutamate, Snail Secretion Filtrate, Maltooligosyl Glucoside/Hydrogenated Starch Hydrolysate, Phenoxyethanol,  Parfum, Algin 1,2 Hexanediol, Carbomer, Disodium EDTA, Caprylyl Glycol.



Jestem zadowolona z tego peelingu i chętnie kiedyś do niego wrócę. Teraz na mojej liście do przetestowania wisi peeling Andalou, który mogę kupić w UK, a jak będę w Polsce to chciałabym zaopatrzyć się w wersje enzymatyczną od Sylveco. Chciałabym też spróbować peelingu kawitacyjnego.

Stosujecie peelingi enzymatyczne? Znacie ten od Vis Plantis?

Atina.
Czytaj dalej

Wiosenna chciejlista...

Jako że świąteczno-noworoczna chciejlista jest już prawie cała zrealizowana klik, to przyszedł czas na stworzenie nowej. Ze starej listy nadal nie kupiłam szczotki obrotowej do włosów, bo ciągle nie mogę się zdecydować na konkretny model;/ Mam nadzieje, że jeszcze ją kupie. A dziś zapraszam Was na przegląd moich wiosennych zachciewajek.


1. Mała torebka na długim pasku.
Koniecznie pastelowa, koniecznie kwadratowa. Marka i materiał nie ma znaczenia.

2. Aparat Nikon Coolpix B500
Ten model wydaje mi się przyzwoity i nie kosztuje zbyt dużo. Początkowo myślałam o nowszym modelu B700, ale cena i większy gabaryt mnie zniechęcił. Teraz coraz bardziej skłaniam się ku temu starszemu modelowi. Jeśli macie któryś z tych aparatów to podzielcie się ze mną swoimi opiniami na ich temat.

3. Nowe etui na telefon
Koniecznie w jakiś letni motyw, np. w flamingi.

4. Sportowa skakanka
Ostatnio sporo czytałam na temat dobroczynnego działania dla figury i kondycji jakie  daje skakanie na skakance, więc czemu by nie spróbować?

5. Buty Reebok Classic Leather PJ
Choruje na te buty już od jakiegoś czasu. Mogłam je kupić w dobrej cenie, ale się zbyt długo zastanawiałam i ktoś mi je sprzątnął sprzed nosa. Teraz jak tylko pojawi się jakaś okazja to na pewno je kliknę.

Wpadło Wam coś w oko? Co wisi na Waszej chciejliscie?

Atina.
Czytaj dalej

Kwietniowe nowości: Elizabeth Arden, Garnier, Benefit, Elemis, Essence i inne

Kwiecień plecień, bo przeplata, trochę kolorówki, więcej pielęgnacji. Tak to właśnie u mnie bywa, więcej pielęgnacji się zużywa, to i więcej jej kupuje. Kolorówka bardzo wolno mi schodzi, więc staram się w ogóle ni patrzeć w jej stronę.


W TKMaxx'ie wypatrzyłam szampon firmy Faith in Nature w wersji z kiwi. Po zachwytach nad różanym myjadłem klik musiałam kupić ich kolejny produkt. Na razie powędrował do pudełka z zapasami, ale jak tylko się za niego wezmę to na pewno podzielę się z Wami swoimi wrażeniami na blogu. Odżywka Garnier Waniliowe mleczko i Papaja zainteresowała mnie ze względu na zapach, niską cenę (5zł) i trochę mniejszą pojemność niż standardowe opakowania (200ml). Pomyślałam, że mogłabym ją zabrać ze sobą na dłuższy urlop.


Woda toaletowa Elizabeth Arden Green Tea Cherry Blossom to kolejny łup z TKMaxx'a. Muszę przyznać, że to mój ulubiony sklep jeśli chodzi o kosmetyki. Czasem kupuje tam też buty, torebki, drobiazgi do domu, małe AGD, ale dział kosmetyczny jest moim najulubieńszym! Jeżdżę tam średnio raz na dwa tygodnie, na rowerze i tłumaczę sobie, że mam dzięki temu trochę ruchu ;d Wracając do wody to kupiłam ją z myślą o letnich dniach. Flakon o pojemności 100ml kosztował niecałe 8 funtów.


Znowu Garnier. Tym razem jest to płyn do demakijażu oczu Fresh Eye. Zawsze chciałam go wypróbować, więc gdy go zobaczyłam na sklepowej półce to długo się nie zastanawiałam nad nim, tym bardziej, że nie mam żadnych zapasów w tej kategorii. Jestem z niego zadowolona. Nie podrażnia delikatnej skóry wokół oczu i w miarę dobrze radzi sobie ze zmywaniem tuszu do rzęs, chociaż mógłby robić to lepiej.


Będę nudna, ale to kawowe mydło z Bali wraz z drewnianą mydelniczką to też łup z TKMaxx'a. Najbardziej skusiła mnie właśnie ta bambusowa mydelniczka. Jako fanka mydeł musze mieć gdzie je trzymać. W mojej łazience znajdziecie zawsze trzy mydła. Jedno do mycia dłoni (zazwyczaj jest to Dove), jedno do mycia twarzy, które musi być w 100% naturalne i jedno do kąpieli. To ostatnie może nie być super naturalne, ale nie może być też pełne chemii. Może być takie pół na pół, ale musi ładnie pachnieć! Poniższy zestaw kosztował 20zł.


Kolejne zdobycze pochodzą z brytyjskich czasopism. Krem Elemis już kiedyś miałam i był świetny, dlatego postanowiłam jeszcze raz go poużywać by być może w przyszłości zdecydować  się w końcu na pełnowymiarowe opakowanie. W TKMaxx'ie widziałam ten krem w promocji za około 44 funty. Miniaturka z gazetą kosztowała mnie 4 funty. Druga zdobycz to tusz do rzęs they're Real! firmy Benefit. Już dawno za mną chodził, więc jak tylko nadarzyła się okazja to capnęłam jeden dla siebie. Jego koszt to też 4 funty.


Kolejny zakup to uzupełnienie mojej codziennej rutyny makijażowej. Cielisty cień Essence nr 14 chilli vanilli będzie zapewne codziennie gościł na mojej powiece.


I ostatni niekosmetyczny zakup to czerwone gumki Invisibobble, które uwielbiam! Świetnie trzymają włosy, nie niszczą ich i nie zostawiają na nich śladu odciśnięcia. Idealnie sprawdzają się w robieniu ala koczka, takiego podwiniętego kucyka. Polecam spróbować! Ja teraz poluje na takie w odcieniu nude.


Jak zawsze jestem zadowolona i gotowa na kolejne zakupy :)

Co Was najbardziej zainteresowało? O czym chcecie poczytać na blogu?

Atina.
Czytaj dalej

Isana Krem do ciała Masło Shea i Kakao

Krem zapewnia dogłębna pielęgnację skóry suchej. Ph przyjazne dla skóry- tolerancja skóry potwierdzona dermatologicznie.

Pojemność: 500ml
Cena: 8,50zł
Sklep: Rossmann
Ważność: 12 miesięcy od otwarcia


Ciekawy i niedrogi produkt do pielęgnacji ciała. Pięknie i intensywnie pachnie masłem kakaowym. Świetnie nawilża i nie podrażnia nawet wrażliwej skóry. Szybko się wchłania i nie zostawia tłustego filmu. Aplikacja tego kremu to sama przyjemność.

Opakowanie jest wygodne i bardzo duże (500ml). Krem jest lekki przez co właśnie bardziej wydajny niż gęste, treściwe masła.


Nawilżenie jakie daje ten krem jest długotrwałe. Nie musze używać go codziennie, aby moja skóra dobrze wyglądała. Dużym plusem jest to, że krem nie ma w swoim składzie parafiny. Ma za to olej kokosowy, masło shea, pantenol, wosk karnauba i masło kakaowe.


Warto sięgnąć po niego podczas zakupów w Rossmanie. Ja przy najbliższej okazji pewnie rozejrzę się za jakąś inną wersją zapachową tego kremu.

Znacie kremy do ciała Isany? Która wersja zapachowa jest Waszą ulubioną?

Atina.
Czytaj dalej

Regenerum Regeneracyjne serum do twarzy

Regenerum regeneracyjne serum do twarzy to innowacyjny produkt o szerokim spectrum działania, który silnie odbudowuje, nawilża i odżywia skórę, jednocześnie widocznie ją wygładzając.
  • transparentna struktura działająca jak kompres przyspiesza regenerację komórek
  • natychmiast wygładza powierzchnie cery, optycznie poprawiając jej wygląd
  • intensywnie nawilża i odżywia nawet bardzo suchą skórę
  • zmniejsza widoczność porów i linii mimicznych
  • likwiduje oznaki zmęczenia
  • wyrównuje koloryt
  • matuje skórę
  • redukuje zmarszczki
  • zwiększa napięcie i jędrność skóry
  • chroni skórę przed słońcem i fotostarzeniem (SPF 15)
Pojemność: 50ml
Cena: 23zł
Sklep: apteka


Serum to pojawiło się już na wielu blogach i muszę przyznać, że zgadzam się z większą częścią Waszych opinii. Regenerum stworzyło całkiem niezły kosmetyk, który przede wszystkim ma higieniczne opakowanie z pompką, która czasem się niestety zacina. Ma gęstą, ale nietłustą konsystencje. Posiada filtr SPF15, co akurat jest dla mnie teraz ogromnym plusem, bo na 50-tkę przejdę dopiero w maju jak słońce będzie już naprawdę mocno świeciło. Nie zwiększa błysku, nie zapycha porów, nie podrażnia nawet wrażliwej cery. Dobrze współgra z mineralnym podkładem EDM. Jedynie co to brakuje mi tu wygładzenia, ale nawilżenie jest za to na naprawdę dobrym poziomie.

Skład:
Aqua, Synthetic Wax, Coco-Caprylate, Glycerin, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Ethylihexyl Triazone, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Octocrylene, Homosalate, Cetearyl Olivate, Cetearyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Sodium Polyacryloyldimethyl Taurate, Phenoxyethanol, Butylene Glycol, Sorbitan Palmitate, Hydrogenated Polydecene, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Glycine Soja Seed Extract, Sorbitan Oleate, Carbomer, Polysorbate-20, Palmitoyl Oligopeptide, Palmitoyl Tetrapeptide-7, Alcohol, Onopordum Acanthium Rower/Leaf/ Stem/Extract, Mica, Polymethyl Methacrylate, Trideceth-10, Tocopherol, Xanthan Gum, Ethythexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum, CI 77891.


Jestem z niego zadowolona, ale nie wiem czy sięgnę ponownie. Na pewno nie w najbliższym czasie, bo mam inne plany pielęgnacyjne co do mojej skóry twarzy. Jak tylko wykończę Regenerum, to przechodzę na coś lżejszego plus jak pisałam wysoki filtr SPF50. Nie zmienia to faktu, że produkt jest godny uwagi i warto go wypróbować. Tym bardziej jeśli szukacie jednego kosmetyku do stosowania rano pod makijaż.

Znacie serum do twarzy od Regenerum? Co o nim myślicie?

Atina.
Czytaj dalej

Domowe kosmetyki: Różana sól do kąpieli

Już kiedyś pisałam o tym jak zrobić taką sól do kąpieli klik. Tym razem postanowiłam stworzyć coś bardziej pod siebie, czyli sól o zapachu róży i wanilii. Sposób wykonania jest taki sam, tyle że tu dodałam jeszcze ususzone płatki róży. Bardziej dla wyglądu niż dla działania.


Szybko przypomnę sposób wykonania:
Mokre składniki (oleje i barwnik) łączymy ze sobą w małym naczyniu, a następnie przelewamy je do większej miski z solą. Szybko mieszamy, a następnie wysypujemy na papier do pieczenia  i pozostawiamy do wyschnięcia na 24h.

Tym razem użyłam gruboziarnistej soli morskiej oraz oleju kokosowego (1 łyżeczka) i oliwy z oliwek (1 łyżeczka), 40 kropli olejku zapachowego różanego i 10 kropli waniliowego, 5 kropli różowego barwnika i garść suszonych płatków róży. Słoik kupiłam już jakiś czas temu w Biedronce.


Sól cudownie pachnie! Relaksuje i rozpieszcza moje zmysły podczas kąpieli. Do tego dba o skórę, która po kąpieli jest dobrze nawilżona bez wcierania balsamu. Naprawdę polecam! A jak nie macie wanny, to możecie moczyć stopy w misce z dodatkiem soli. Taka kąpiel idealnie zmiękcza i nawilża wymagającą skórę stóp.

Są tu jakieś fanki róży?

Atina.
Czytaj dalej

Yankee Candle Black Cherry

Są dojrzałe – nawet nie czerwone, ani nie karminowe! Są prawie czarne, głęboko bordowe – idealnie okrągłe i doskonale soczyste. Kuszą swoim słodkim aromatem i przywodzą na myśl najcudowniejsze chwile beztroskiego dzieciństwa, kiedy żadne, najwyższe nawet drzewo nie było przeszkodą do tego, aby skosztować świeżych czereśni. Ten smak i ten właśnie zapach – aromat cudownych, zapowiadających letnie upały czereśni – zamknięty został w woskowej masie Black Cherry. I to ten zapach może nam dzisiaj towarzyszyć na co dzień – dokładnie wtedy, kiedy mamy ochotę sięgnąć po odrobinę owocowej słodyczy, albo zanurzyć się we wspomnieniach z dzieciństwa.


Czereśnie uwielbiam od dziecka i dlatego ten konkretny zapach musiał się w końcu znaleźć w moim kominku. Wąchany z opakowania wydawał mi się cudowny, ale palony w kominku jest już tylko przeciętny. Ładny, słodki i bardzo czereśniowy. Jak dla mnie troche za prosty, bez większej głębi. Black Cherry jest intensywny i mocno wyczuwalny, ale nie przeszkadza i nie przyprawia mnie o zawrót głowy. Zaspokoiłam swoją ciekawość i szukam dalej wosku idealnego.

Lubicie Black Cherry?

Atina.
Czytaj dalej

Vis Plantis Helix Hand Care Odmładzający balsam naprawczy do rąk i paznokci Acai+Malina Moroszka+Poly-helixan

Balsam jest pełny naturalnych składników. Odmładza, regeneruje, nawilża, koi. Wzmacnia płytki paznokci. Łagodzi podrażnienia. Buduje warstwę ochronną. Skóra jest gładka i miękka. Dłonie i paznokcie zadbane i wypielęgnowane.
Zawiera filtrat ze śluzu ślimaka, który intensywnie regeneruje i chroni młodość skóry. Formuła zawiera też: mocznik, silny składnik nawilżający, regenerujący pantenol, naturalne emolienty: masło shea, oliwę z oliwek oraz witaminy A i E. Ekstrakt z owoców amazońskich palm acai  jest bogatym źródłem węglowodanów, kwasu oleinowego, polifenoli, protein, witamin i mikroelementów. Razem z ekstraktem z maliny moroszki rozjaśnia przebarwienia.

Pojemność: 300ml
Cena: 15zł
Sklep: elfa-pharm i inne drogerie stacjonarne i internetowe


Balsam jest lekkim kremem, który wchłania się błyskawicznie w skórę dłoni. Na pewno polubią się z nim osoby, które nie lubią czuć kremu na rękach. Produkt jest umieszczony w wygodnym opakowaniu z pompką. Jest go bardzo dużo, aż 300ml! Niestety dla moich wymagających dłoni jest za słaby. Praktycznie w ogóle nie nawilża. Aktualnie moje dłonie są bardzo wysuszone i potrzebują naprawdę porządnej dawki nawilżenia. Balsam od Vis Plantis nie pomagał im, więc poużywałam go troche do ciała i tu było lepiej, ale bez szału. Oddałam go w końcu osobie, która potrzebowała lekkiego kremu do rąk na dzień. Z tego co wiem to jest ona zadowolona, ale na noc stosuje bogatszy preparat.


Nie podoba mi się, że w składzie na drugim miejscu jest Paraffinum Liquidum. Dalej niby mocznik i masło shea, ale w moim przypadku nie ratuje to sytuacji. Nie zauważyłam też żeby łagodził podrażnienia, wręcz jest odwrotnie;/ Na plus zasługuje jeszcze tylko subtelny, przyjemny zapach.

Znacie ten balsam do dłoni? Jak się u Was spisuje?

Atina.



Czytaj dalej

Tebe Krem do twarzy na dzień z ekstraktem z liści oliwek

Krem Tebe wyprodukowano w Nowej Zelandii, a kupiłam go w TK Maxx'ie za 5 funtów, czyli około 25 złotych. Za tą niewielką kwotę dostałam naturalny kosmetyk w mega wygodnym i higienicznym opakowaniu z dozownikiem. Produkty firmy Tebe nie są testowane na zwierzętach. Mój krem jest ważny 24 miesiące od otwarcia. Ma nietypową pojemność  45ml. W ogóle to dużo widuje kosmetyków naturalnych wyprodukowanych w Nowej Zelandii w TK Maxx'ie.


Po pierwszym użyciu trochę się na nim zawiodłam, bo lekko zwiększał mi błysk na twarzy. Niby lekko, ale mi to jednak przeszkadzało. Nie chciałam go używać, ale gdy przyjrzałam się składowi i ujrzałam tam tyle drogocennych olei i ekstraktów, to postanowiłam zastosować go na noc. I to był strzał w dziesiątkę! Skóra zyskała, a ja nie miałam wyrzutów sumienia, że znowu źle ulokowałam pieniądze.


Krem przede wszystkim dobrze nawilża i lekko odżywia skórę twarzy. Nie klei się i nie przeszkadza mi na twarzy. Stosowany na noc wydaje się być bardzo lekki. Skład ma jak już wspominałam bogaty. Zaraz za wodą znajdziemy olej z moreli, trochę dalej olej z orzechów makadamia, olej sojowy, z awokado, jojoba, wyciąg z pszenicy, rumianku i wiele innych dobroci. Niestety ekstrakt z liści oliwek znajduje się dopiero na przedostatnim miejscu.


Szkoda tylko, że krem szybko mi się skończył. Nie wiem czy jest taki niewydajny czy to te 5ml mniej robi różnice? A może był po prostu dobry i nie chciałam, żeby się skończył? Chętnie przetestowałabym inne kosmetyki z tej firmy.

Znacie firmę Tebe? Co myślicie o tym kremie?

Atina.
Czytaj dalej

Domowe kosmetyki: Peeling cukrowo-kawowy do ciała

Pora na mój kolejny domowy kosmetyk. Tym razem stworzyłam peeling do ciała, który dobrze zdziera, pięknie pachnie i świetnie nawilża. Przepis jak zwykle jest bardzo prosty. W sumie wszystko dodawałam tak na oko. Słoik jest z odzysku, wcześniej był w nim krem czekoladowy.


Do wykonania scrubu potrzebujesz:
- cukier brązowy, ale może być też biały
- kawę mieloną
- cynamon (opcjonalnie)
- oleje, ja użyłam łyżeczkę kokosowego, dużą łyżkę oliwy z oliwek i kilka łyżeczek oleju ryżowego

Wszystko ze sobą mieszamy i w razie potrzeby, gdy mieszanka jest za sucha można dodać jeszcze trochę oleju. Kawę i cynamon według uznania, im bardziej lubimy tym więcej dodajemy. U mnie była to łyżeczka cynamonu i kilka łyżeczek kawy.


Po jego użyciu skóra jest gładka i super nawilżona. Jego moc zdzierania jest według mnie średnia i nawet moja delikatna skóra dobrze znosiła zabiegi z jego użyciem. Nie muszę chyba pisać, że zapach jest obłędny! Po jakimś czasie peeling wysechł i stał się twardszy i bardziej sypki, ale nie przeszkadzało mi to w używaniu, tyle, że trzeba było trochę bardziej uważać, żeby go wydobyć i nie rozsypać. Na pewno będę do niego wracać.

Kto ma ochotę na domowy, naturalny peeling do ciała?

Atina.
Czytaj dalej

Masło kawowe

Masło kawowe wytwarzane jest na bazie oleju uzyskanego z tłoczenia nasion kawy arabskiej. Posiada intensywny aromat świeżo palonej kawy. Ma działanie nawilżające, zmiękczające i przeciwzapalne. Działa antyoksydacyjnie chroniąc skórę przed niekorzystnym wpływem wolnych rodników. Doskonały produkt zwalczający cellulit oraz chroniący przed szkodliwym promieniowaniem UV. Dzięki zawartości kofeiny pobudza krążenie w naskórku, tym samym poprawia odżywianie przez krew, zapobiega obrzękom, zmniejsza widoczność cellulitu. Aplikowane w okolicy oczu może zmniejszać poranną opuchliznę i rozjaśniać cienie.
Masło posiada miękką konsystencję, bardzo dobrze rozprowadza się na skórze i doskonale wchłania. Można je stosować zamiast balsamu oraz dla pobudzenia np. po porannym prysznicu. Ze względu na rozkład kwasów tłuszczowych nasyconych masło kawowe ma działanie osłaniające i ochronne na skórę – tworzy na jej powierzchni warstwę zapobiegającą odparowaniu wody z naskórka.

Pojemność:50g
Cena: 17,90zł
Sklep: sklepy z półproduktami


Moim zdaniem jest to najlepsze masło jakie miałam do tej pory. Pięknie i intensywnie pachnie kawą, ma idealną konsystencje (nie za miękką i nie za twardą), dobrze nawilża i szybko się wchłania jak na masło. Oczywiście pozostawia tłusta powłokę, ale niewielką w porównaniu z innymi masłami czy też olejami. Początkowo stosowałam je na twarz i pod oczy. Efekt był świetny, ale po jakimś czasie skóra się przyzwyczaiła i nie widziałam już tak dobrych zmian w wyglądzie skóry. Postanowiłam go zużyć do pielęgnacji ciała i dłoni, gdzie spisywał się najlepiej.


Masło kawowe polecam szczególnie wielbicielkom kawy. Na pewno nie zawiedziecie się pod względem aromatu. Ja czasem sięgałam po nie tylko po to, żeby je powąchać. Użyte rano na pewno pobudzi do życia i doda energii.

Znacie masło kawowe? Lubicie zapach kawy?

Atina.
Czytaj dalej

Vianek Odżywczy Szampon i olejek do włosów każdego rodzaju z ekstraktem z miodunki

Mój zestaw do włosów Vianek to szampon i olejek do każdego rodzaju włosów. Szamponu używam regularnie (czasem zrobię sobie odmianę i zastosuje inny szampon, tak co 4-5 mycie), a olejku używam co drugie mycie. Jedynie zaraz po farbowaniu, przez dwa tygodnie stosowałam go co każde mycie włosów. Olejek nakładam na włosy 30 minut przed myciem. Najwięcej daje go na końcówki, a na resztę włosów już staram się zminimalizować jego ilość. Nigdy nie miałam problemu z jego zmyciem.


Szampon
Delikatny szampon do częstego mycia każdego rodzaju włosów. Łagodnie, ale skutecznie oczyszcza, nie podrażniając skóry głowy. Ekstrakt z miodunki plamistej wzmacnia cebulki, a zawarte w szamponie składniki odbudowujące (lecytyna sojowa, miód, olej z pestek moreli) poprawiają wygląd włosów, zapewniając im odpowiedni poziom nawilżenia i odżywienia. Po zastosowaniu włosy ładnie się układają, są sprężyste i pełne blasku.
300ml/17,99zł
Ważny 3 miesiące od otwarcia.

Bardzo dobrze oczyszcza włosy ze wszelkich zanieczyszczeń. Nigdy jeszcze mnie nie zawiódł pod tym względem. Niby skład naturalny, ale jest dosyć mocny. Niestety plącze włosy, konieczne jest użycie dobrej odżywki, najlepiej z silikonami. W połączeniu z naturalną odżywką daje siano na głowie. Jest wydajny i ma ładne opakowanie. Raczej do niego nie wrócę, na co dzień wolę coś delikatniejszego.


Olejek
Odżywczy olejek, zawierający wyciągi z nagietka lekarskiego, miodunki plamistej i pięciornika gęsiego, przeznaczony do intensywnej pielęgnacji każdego rodzaju włosów. Wspomaga ich odbudowę i wzrost. Połączenie olejów bogatych w witaminy (z pestek moreli, rokitnikowego) oraz masła avocado z lecytyną sojową i witaminą E zapewnia długotrwałe nawilżenie, wygładzenie i połysk. Preparat sprawdza się szczególnie do zabiegu olejowania włosów. Do stosowania również jako serum regenerujące końcówki.
200ml/20,99zł
Ważny 3 miesiące od otwarcia.

Olejek początkowo mnie zawiódł, ale wtedy nie używałam go regularnie. Gdy zaczęłam nakładać go częściej włosy rzeczywiście zyskały. Odzyskały blask i były lepiej nawilżone, ale to dopiero po którymś tam użyciu. Większość znanych mi olejków zdecydowanie szybciej  poprawiały ich kondycje. Butla jest ogromna i mega wydajna. Raczej nie do zużycia w trzy miesiące. Przyznam się, że używam go już dłużej, po prostu obserwuje kolor, konsystencje i zapach. Szkoda mi go wyrzucić. Opakowanie jak na Vianka przystało jest ładne i wygodne. W olejkach pompka to dobre rozwiązanie.


Obydwa produkty przyjemnie pachną, ale po opisach na blogach spodziewałam się czegoś bardziej zachwycającego. Jest to słodki, troche ulepkowy arbuz?

Podsumowując zestaw nie zaszkodził moim włosom, ale też nie wywołał efektu wow. W sumie cieszę się, że szampon mi się już skończył. Nie będę za nim tęskniła. Ale może u Was lepiej sprawdzi się ten duet? Ze względu na składy warto spróbować.

Znacie serie odżywczą do włosów od Vianka?

Atina.
Czytaj dalej