Sylveco Peeling enzymatyczny do twarzy

Preparat złuszczający działający w oparciu o proces proteolizy martwych komórek naskórka. Wyjątkowa formuła, bogata w silnie odżywcze i nawilżające oleje oraz masła, pozwala zachować 100% aktywność enzymów bromelainy i papainy. Peeling delikatnie, ale skutecznie rozpuszcza martwe, zrogowaciałe komórki, wygładza i poprawia strukturę skóry, ujednolica koloryt cery. Dzięki tylko powierzchownemu działaniu nie podrażnia, może być stosowany w przypadku nadwrażliwości i rozszerzonych naczynek, u osób które nie tolerują zabiegów mechanicznych i/lub eksfoliacji kwasami.

Pojemność: 75ml
Cena: 25zł
Sklep: drogerie internetowe
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia


Moja cera toleruje tylko peelingi enzymatyczne. Muszę przyznać, że Sylveco spisuje się u mnie wyjątkowo dobrze. Miałam obawy dotyczące jego zapachu, bo dużo dziewczyn pisało, że śmierdzi i że przez to nie dają rady go używać. Według mojego nosa peeling ładnie pachnie! Lekko ziołowo - cytrusowo. Jest wręcz uspokajająco-relaksujący ;)

Peeling Sylveco dobrze oczyszcza skórę, usuwa zrogowaciały naskórek, nawilża i przywraca blask zmęczonej cerze. Nie podrażnia mojej wrażliwej cery i ma przyjemny, naturalny skład. Jest bardzo wydajny i nie sposób go zużyć w ciągu 6 miesięcy. Chyba zacznę stosować go do całego ciała, żeby nie wyrzucać opakowania z zawartością. 

Skład:
Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Elaeis Guineensis Oil, Theobroma Cacao Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Lauryl Glucoside, Papain, Bromelain, Hydroxystearic Acid, Cymbopogon Schoenanthus Oil, Tocopheryl Acetate, Pelargonium Graveolens Oil, Citrus Limonum Peel Oil, Allantoin, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Geraniol.


Męczy mnie za to jedna sprawa - sposób aplikacji. Nie lubię, a raczej jestem za leniwa na wykonywanie masażu. Większość enzymatycznych peelingów nakłada się na twarz i po prostu pozostawia na kilka minut, a potem zmywa. Sylveco każe nam wykonać masaż. Ja nie mam siły i zazwyczaj jest to tylko kilkusekundowe roztarcie produktu i pozostawienie go na chwilę na skórze. Za każdym razem sobie obiecuje, że następnym razem przyłożę się do tego masażu, ale jak przychodzi co do czego to znowu mi się nie chce. No i wyszło na jaw jaka to jestem leniwa;d

Znacie peeling enzymatyczny Sylveco? Lubicie jego zapach?
Ps. jaki peeling enzymatyczny powinnam jeszcze wypróbować?

Atina.
Czytaj dalej

Sukin Szampon z proteinami do włosów cienkich i trudnych do ułożenia

Szampon z proteinami z ryżu oraz pszenicy, które wspomagają odbudowę i regenerację uszkodzonych struktur włosa. Białka zawarte w szamponie z jednej strony pomagają odbudowywać uszkodzenia już istniejące, a z drugiej wzmacniają strukturę włosa, aby zapobiegać powstawaniu kolejnych. Codzienne szczotkowanie, suszenie z wykorzystaniem ciepła, stylizacja… to tylko niektóre czynniki na jakie narażone są włosy. Dodatkowo szampony Sukin nie zawierają agresywnych substancji powierzchniowo-czynnych, które wysuszają włosy. Sok aloesowy zawarty w szamponie nawilża i zmiękcza włosy, sprawia że dobrze się układają i nie puszą.

Pojemność: 500ml
Cena: 54zł
Sklep: drogerie internetowe, TKMaxx
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia


Pomimo pięknego składu szampon ten nie sprawdził się na moich włosach. Należy on do grupy, która obciąża mi nadmiernie włosy. W tej grupie jest między innymi szampon Biolaven klik i Dr.Organic klik.  Szampony te mają dobre, naturalne składy. Dbają o włosy, mocno je nawilżają, ale w moim przypadku powodują efekt przyklapu i niedomytych włosów. Myślę, że po takie produkty mogą sięgać osoby z mocno przesuszonymi włosami, które trudno obciążyć. Moje szampony wykańcza Luby, który ma bardzo krótkie włosy i zależy mu głównie na nawilżeniu skóry głowy, więc takie składy nie są mu straszne, wręcz pożądane ;)

Skład:
Water (Aqua), Aloe Barbadensis Leaf Juice, Cocoamidopropyl Betaine, Decyl Glucoside, PEG-150 Pentaerythrityl Tetrastearate, Hydrolyzed Rice Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Actinidia Chinensis (Kiwi) Fruit Extract, Urtica Dioica (Nettle) Leaf Extract, Articum Lappa Root Extract (Burdock), Equisetum Arvense Extract (Horsetail) , Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Citrus Tangerina (Tangerine) Peel Oil, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Vanillin, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Limonene*, Linalool*.
* Natural component of essential oils.

Mój szampon kupiłam w TKMaxx'ie za około 30zł. Mogę dodać, że ma przyjemny zapach i jest mega wydajny. Zużyłam 1/4 opakowania o pojemności 500ml i się poddałam. Nie pomagało nawet mycie na przemian z silnymi myjadłami z SLS. Także jeśli któryś z tych trzech szamponów (Sukin, Biolaven, Dr.Organic) obciążał Wam włosy, to nie kupujcie pozostałych dwóch, zaoszczędzicie nerwy i pieniądze. 

Znacie szampony Sukin? Jak się one u Was spisują?

Atina.
Czytaj dalej

The Body Shop Masło do ciała British Rose

Aksamitnie gładki nawilżacz ma lekką konsystencję przy bardzo bogatym nawilżeniu. Idealny dla normalnej i suchej skóry, nadaje jej pięknego blasku i subtelnego zapachu.

Pojemność: 200ml
Cena: 65zł
Sklep: TBS
Ważność: 12 miesięcy od otwarcia


Brytyjska Róża to moja piąta wersja zapachowa masła od The Body Shop. Znam już Papaja klik, Dziki Argan klik, Migdał klik i Jagody Acai klik. W sklepie TBS wąchałam wersje Kokos, Masło Kawowe, Miód, Truskawka i Oliwka. Te dwie pierwsze kompletnie mi nie pasują. Pozostałe chętnie kiedyś kupie :) No bo nie da się ukryć, że masła TBS to głównie opakowania i zapachy! Właściwości nawilżające nie są złe, ale sam skład pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście wolę naturalniejsze produkty, ale od czasu do czasu można sięgnąć po tego gagatka,

Skład:
Aqua, Glycerin, Glycine Soja Oil, Cetearyl Alcohol, Ethylhexyl Palmitate, Myristyl Myristate, Butyrospermum Parkii Butter, C12-15 Alkyl Benzoate, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearade, Bertholletia Excelsa Seed Oil, Parfum, Panthenol, Mica, Caprylyl Glycol, Dimethicone, Phenoxyethanol, Carbomer, Tocopherol, Sodium Hydroxide, Benzyl Salicylate, Limonene, Disodium EDTA, Citronellol, Geraniol, Rose Extract, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, CI 77891/Titanium Dioxide, CI 17200/Red 33.



Wersja British Rose pachnie ładnie, ale nie jest to typowa róża. Jest lekka i trochę chemiczna. W miarę dobrze nawilża, szybko się wchłania jak na gęste masło i nie podrażnia mojej wrażliwej skóry. Podoba mi się, ale nie na tyle żeby sięgnąć po nią ponownie. Następnym razem na pewno wybiorę inną wersje zapachową.
Moje masełko to miniatura o pojemności 50ml. Świetna spawa w podróży lub po prostu do przetestowania ;)

Które masło TBS jest Waszym ulubionym? 

Atina.
Czytaj dalej

Koszyk z zakupami Październik 2017

No i mamy prawie już listopad! Leci ta jesień jak szalona, ale to dobrze, bo szybciej przyjdzie wiosna ;) W październiku przybyło mi kilka naprawdę ciekawych kosmetyków i kolejne urządzenie do twarzy. Znalazła się tu nawet kolorówka. Jeśli jesteście ciekawe szczegółów, to zapraszam do dalszej części notki. 


Po długim namyśle zdecydowałam się na zakup palety The Balm Voyage. Przede wszystkim zależało mi na rozświetlaczu i pomyślałam sobie, że po co będę kupować rozświetlacz skoro w jego cenie mogę mieć paletkę z nim w środku. Genialne co? Do tego przyda mi się taki bajer na wyjazdy. Na razie jestem zadowolona, tylko pomadki mi nie pasują. Nie podobają mi się kolory oraz ich tępa konsystencja. 


Ponowiłam zakup różanego szamponu Faith In Nature. Pisałam o nim tu. Ostatnio moje włosy stały się bardziej wymagające, a pamiętam, że ten szampon wyjątkowo im służył.


Udało mi się kupić kolejną naturalną mieszankę olejków. Tym razem jest to Ganique Miracle Facelift Oil z witaminą C. Polecam Wam taką bombę witaminową dla skóry. Wcześniej używałam tego typu serum od Zatik klik


W moje łapki wpadło mydło Second Nature Lemon Tea Tree. Będę używać go do kąpieli zamiast żelu pod prysznic. Przy okazji pochwalę się, że pozbyłam się wszystkich żeli z moich zapasów i nie zamierzam więcej ich kupować. Stawiam na naturalne mydełka. 


Balsam Balance Me kupiłam w naprawdę okazyjnej cenie (3 funty zamiast 8 - iu). Ma świetny, naturalny skład! Mam nadzieję, że się będzie dobrze spisywał.


Zrobiłam mały zapas pomadek. Na co dzień Nivea Watermelon Shine i od czasu do czasu Benefit They're Real! Double The Lip w kolorze Nude Scandal. Ta ostatnia to miniaturka, która była dołączona do gazety w UK. 


Kolejny ponowny zakup to podkład mineralny Everyday Minerals klik. Tym razem sięgnęłam po wersję matową. Zamówienie robiłam na amerykańskiej stronie EM i mogłam dobrać sobie pięć dowolnych próbek. W dodatku nie policzono mi żadnych dodatkowych opłat, co niestety miało miejsce gdy kupowałam na iHerb


Ostatnim zakupem w koszyku jest masażer do twarzy do usuwania zmarszczek pod oczami i wokół ust Dermo Future. Już go trochę używam, ale jeszcze za wcześnie na opinie.


O czym chciałybyście poczytać na blogu?

Atina.
Czytaj dalej

Sarah Jessica Parker Twilight EDP

Sarah Jessica Parker Twilight to zmysłowy, seksowny zapach, którzy obudzi w Tobie czystą kobiecość. Stań się podobnie jak aktorka, która użyczyła perfumom swojego imienia i nazwiska, nieodparcie piękną i uwodzicielską kobietą, której żaden mężczyzna się nie oprze. Otul swe ciało w wyszukany aromat i zacznij korzystać w pełni z życia!

Nuty zapachowe:
Głowa: pieprz, bergamotka, galbanum, mandarynka
Serce: piwonia, jaśmin
Podstawa: drzewo sandałowe, ambra, kadzidło, piżmo


Perfumy wyróżnia prosty, ale elegancki flakon, który ładnie prezentuje się na  mojej toaletce. Patrząc na nuty zapachowe wydaje się, że to będzie mocny, otulający, jesienno - zimowy zapach. Niestety Twilight nie ma w sobie mocy! Jest bardzo delikatny, jak dla mnie ledwo wyczuwalny. Przez to perfumy te są kompletnie niewydajne, bo ciągle musze się dopsikiwać, żeby cokolwiek czuć. Sam zapach mi się podoba. Jest drzewno-kadzidlany, ale naprawdę bardzo, bardzo lekki i nietrwały. Może się spodobać osobom, które nie lubią mocnych, przytłaczających zapachów, a chciałyby odpocząć od słodkich kwiatków i owoców ;)
Falkon o pojemności 75ml można kupić już od 55zł.

Znacie Twilight? A może posiadacie inny zapach od Sarah Jessica Parker?

Atina.
Czytaj dalej

Yankee Candle Berry Trifle

Sezon palenia świec i kominków w pełni, więc pora pokazać Wam czym ostatnio umilałam sobie jesienne wieczory przy książce i herbacie. Berry Trifle nie jest typowo jesiennym zapachem, ale akurat to on był pod ręką, gdy naszła mnie ochota na palenie świecy. 


Wosk ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o orzeźwiającym zapachu owoców jagodowych zatopionych w delikatnym kremie waniliowym.

Berry Trifle jest bardzo delikatnym zapachem. Jest to zaletą tylko jeśli zamierzamy palić go w małym pomieszczeniu. Jagody i wanilia toż to prawie idealne połączenie. W tym przypadku słodycz jest bardzo orzeźwiająca i stąd nie do końca wpisuje mi  się w jesienne trendy. Dużo mocniej wyczuwam tu owoce niż krem waniliowy. Sam zapach jest dla mnie przyjemny i chętnie go paliłam. Jednakże nie ma w nim niczego szczególnego i powrotu do niego nie planuje. 

Znacie Berry Trifle od Yankee Candle? Jaki zapach gości u Was tej jesieni?

Atina.
Czytaj dalej

Miniaturka prawdę Ci powie... Olfactive Studio, Madara, Clinique

Dziś kolejna porcja moich opinii o próbkach i miniaturkach. Zacznę od Olfactive Studio, które tworzy perfumy unisex, czyli dla mężczyzn i dla kobiet. Ja nigdy specjalnie nie przepadałam za tego typu perfumami i tym razem też moje serce nie zabiło mocniej;/ Miałam okazje przetestować więcej niż jedną próbkę, ale do zdjęcia załapała się tylko ostatnia. Testowałam Autoportrait, Chambre Noire, Lumiere Blanche i Still Life. Najmniej podobały mi się Lumiere Blanche, ale to ten zapach zapamiętałam najlepiej, bo był naprawdę dziwny. Pachniał mi czymś mega sterylnym, zimnym laboratorium lub szpitalem. Autoportrait i Still Life zapamiętałam jako świeże cytrusy. Ostatnia próbka Chambre Noire najlepiej wpasowała się w mój gust. Jest wyrazista, intensywna i otulająca. Jednakże nie czuję chęci posiadania pełnowymiarowego flakonu. W sumie to dobrze się stało, bo te perfumy nie należą do najtańszych. Za flakon o pojemności 100ml trzeba zapłacić 560-700zł. 


Kolejny mini produkt to serum przeciwzmarszczkowe Madara Time Miracle Cellular Repair. W pełnowymiarowej wersji występuje w buteleczce z pompką. Moja tubka wystarczyła mi na solidne testy i musze przyznać, że było dobrze, ale bez fajerwerków. Serum błyskawicznie się wchłania, nie pozostawia lepkiej warstwy, nawilża, nie podrażnia i nie uczula. Idealnie nadaje się pod makijaż. Ma ciekawy skład. Niestety nie zauważyłam działania przeciwzmarszczkowego. Być może za krótko go używałam, ale ja lubię kosmetyki dające natychmiastowe efekty ;) Cena serum też nie należy do najniższych 30ml/219zł. Myślę, że za połowę tej ceny dostanę równie dobry lub nawet lepszy produkt.

Skład:
Betula Alba (birch) Juice Simmondsia Chinensis Dicaprylyl Carbonate Squalane Glycerin Betaine Sodium PCA Hippophae Rhamnoides Trifolium Pratense Vaccinium Myrtillus Galium Verum Alchemilla Vulgaris Aqua Cetearyl Glucoside Cetearyl Alcohol Cellulose Dipalmitoyl Hydroxyproline Benzyl Alcohol Aroma Chitin Beta-glucan Xanthan Gum Tocopherol Sodium Benzoate Titanium Dioxide (CI 77891) Ascorbyl Palmitate Equisetum Arvense Aesculus Hippocastanum Sodium Hyaluronate Potassium Sorbate Lactic Acid Mica (CI 77019) Sodium phytate Hydrogenated Lecithin CI77288 (Chromoxide) Honey Hydrolyzed Hyaluronic Acid Pectin Limonene Linalool Eugenol Citral

Ostatnia miniaturka to tusz do rzęs Clinique Hight Impact Mascara. Z tym gagatkiem to mam ciężką przeprawę. Zużylam już kilka takich mini opakowań i za każdym razem mam inne odczucia. Ten ze zdjęcia ze srebrną nakrętką jest naprawdę kiepski, a mój poprzedni z nakrętką w kolorze ciemnej zieleni był naprawdę fajny. W zapasach mam jeszcze jedną sztukę, więc jeszcze to sprawdzę. Pełnowymiarowy tusz kosztuje 67zł i jeśli miałby się spisywać jak ten ze srebrną nakrętką to byłabym wściekła, że tyle na niego wydałam!

Znacie któryś z tych produktów? Lubicie, kupujecie?

Atina.
Czytaj dalej

O'Herbal Nawilżający balsam do ciała z ekstraktem z aloesu

Receptura balsamu jest nierozłącznie związana z naturą. Najważniejsze w niej są cenne składniki naturalnego pochodzenia, które wspierają zdrowy wygląd skóry. Balsam pielęgnuje skórę i chroni przed wysuszaniem, nadaje jej miękkość i elastyczność.

Pojemność: 500ml
Cena: 22,49zł
Sklep: elfa-pharm


Balsam ma lekką, szybko wchłaniającą się konsystencje. Dzięki tym właściwościom można stosować go nawet chwilę przed wyjściem z domu. Kolejną jego zaletą jest przyjemny, ziołowy, lekko orzeźwiający zapach. Opakowanie jest ogromne, ale używane w domu jest wygodne dzięki pompce.

Działanie oceniam na mocną trójkę z plusem. Lekki balsam, to i nawilżenie lekkie. Latem nie przeszkadzało mi to, ale teraz jesienią jest dla mnie za słabe. Nie radzi sobie z moimi mocno przesuszonymi łydkami. Musiałam przerzucić się na gęste masła do ciała.
W składzie mamy niby masło shea i sok z liści aloesu, ale dla mnie to za mało;/

Skład:
aqua*, glycerin*, dicaprylyl carbonate*, aloe barbadensis leaf juice*, butyrospermum parkii butter*, polyglyceryl-3 methylglucose distearate*, octyldodecanol*, hydroxyethyl urea, macadamia ternifolia seed oil*, allantoin, aloe barbadensis leaf extract*, zea mays starch*, xanthan gum*, ammonium acryloyldimethyltaurate/vp copolymer, parfum, urea, ethanolamine, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, sodium benzoate, potassium sorbate, tocopherol, citronellol, limonene, hydroxycitronellal
* składniki pochodzenia naturalnego


Jeśli macie skórę wymagająca, przesuszoną, to lepiej zainwestować w coś bardziej treściwego. Niebawem pokażę Wam na blogu jakie masło aktualnie wiedzie prym w mojej pielęgnacji ciała.

Znacie balsamy do ciała O'Herbal? Jak się one u Was spisują?

Atina.
Czytaj dalej

Perfumowa chiejlista 2017/2018

W swoich zapasach mam kilka flakonów perfum, ale po głowie chodzą mi już nowe zapachy ;D Te które dziś Wam przedstawię znam bardzo dobrze z próbek i z miniaturek. Wiem, że ich zakup będzie mnie ogromnie cieszył i dobrze służył. Jedynie co mnie ogranicza to ceny i chęć minimalizmu w każdej dziedzinie mojego życia. Dlatego zakup tych pachnideł rozkładam na końcówkę tego roku i cały przyszły 2018 rok. Myślę, że to rozsądny przedział czasowy ;)

 Oto moja lista:



1. Yves Saint Laurent Black Opium EDP
W Black Opium podoba mi się zarówno zapach jak i flakon. Nawet już zamówiłam go sobie na eBay'u, ale okazał się on być starym egzemplarzem, który nie pachniał już tak jak powinien. Na szczęście sprzedawca przyjął zwrot bez problemu. Chciałam upolować go w okazyjnej cenie, ale się nie udało;/ Sam zapach jest ciepły, słodki i otulający. Dosyć trwały i naprawdę mi przypasował. Jeszcze kiedyś będzie mój;)))

Nuta głowy: różowy pieprz, gruszka, kwiat pomarańczy
Nuta serca: kawa, jaśmin
Nuta podstawy: paczuli, wanilia, cedr

2. Gucci Rush EDT
Ten zapach poznałam bardzo dawno temu. Nagle sobie o nm przypomniałam i zapragnęłam przypomnieć mojemu nosowi jak pachnie Rush. Z tego co pamiętam to jest on również ciepły i otulający. Jak na  wodę toaletową bardzo trwały i intensywny.

Nuta głowy: gardenia, frezja, róża
Nuta serca: wanilia, jaśmin
Nuta podstawy: paczuli, wetiwer, koriandr, drzewo sandałowe, korzeń kuskusu

3. Chanel Coco Mademoiselle EDP
Zawsze marzyły mi się perfumy Chanel. Swojego czasu lubiłam Chance, ale ostatnio poznałam Mademoiselle i to one teraz mnie kuszą.

Nuty głowy: sycylijska pomarańcza, kalabryjska bergamota
Nuty serca: róża, orientalny jaśmin.
Nuta podstawy: indonezyjska paczula, haitańska wetyweria, wanilia z Réunion, białe piżmo.

4. Kenzo Jungle Elephant EDP
Aktualnie mam miniaturę słonika klik, ale wiem, że jak tylko ją wykończę (używam jej bardzo oszczędnie;d) to na pewno będę chciała mieć pełnowymiarowy flakon, minimum 50ml. Ten zapach ma w sobie to coś! Zbiera wiele komplementów;)

Nuta głowy: mandarynka, kardamon, kumin, goździk (korzenny)
Nuta serca: ylang-ylang, lukrecja, mango, heliotrop
Nuta bazowa: paczula, wanilia, ambra, cashmeran

Przy okazji robienia tej notki zauważyłam, że większość moich ulubieńców ma w nucie bazy paczule i wanilię. Może tym tropem powinnam iść wybierając kolejne zapachy :)

A Wam jakie perfumy się marzą?
Atina.
Czytaj dalej

Make Me Bio Woda różana

Hydrolat z płatków róży damasceńskiej znany jest jako kosmetyk o wyjątkowym działaniu odżywczym, łagodzącym i pielęgnacyjnym. Stosowany jako tonik do twarzy głęboko oczyszcza, łagodzi zmiany trądzikowe, regeneruje i przywraca blask zmęczonej i dojrzałej skórze. Wykazuje też działanie nawilżające, rozjaśnia przebarwienia, poprawia elastyczność naskórka i wyraźnie go zmiękcza. Sprawia, że skóra jest doskonale przygotowana do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, a także doskonale odżywiona, promienna i świeża. Stosowany na włosy wspomaga ich regenerację, poprawia elastyczność i odżywia. Sprawia, że są bardziej sprężyste, miękkie i przyjemne w dotyku. Wyjątkowy zapach róży damasceńskiej działa też kojąco na zmysły, pomaga się odprężyć i zrelaksować. Woda różana doskonale sprawdza się w pielęgnacji każdego rodzaju cery, w tym suchej, dojrzałej i trądzikowej, a także każdego rodzaju włosów.

Pojemność: 100ml
Cena: 15-17zł
Sklep: internetowe drogerie


Stosowałam już różne wody różane, ale ta jest jedyna, która tak dziwnie i jak dla mnie nieładnie pachnie. Początkowo podejrzewałam nawet, że jest zepsuta. Miałam ochotę wywalić ją do kosza na śmieci, bo naprawdę mi śmierdziała. Poszukałam informacji w necie i się okazało, że róża damasceńska tak właśnie pachnie. Trochę mnie to uspokoiło i już bez obaw stosowałam ją dwa razy dziennie zamiast toniku (rano i wieczorem). Z czasem przywykłam do tego smrodku, ale po wykończeniu tego jednego opakowania nie tęsknie za nim w ogóle ;d 

Czas teraz na plusy, czyli działanie! Moja cera lubi takie naturalne kosmetyki i reagowała bardzo dobrze na wodę różaną Make Me Bio. Miałam nawet wrażenie, że lubiła się z nią dużo bardziej niż z innymi wodami, które miałam okazje do tej pory używać. Pięknie doczyszczała skórę, odświeżała ją i przygotowywała do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Absolutnie nie podrażniała i nie uczulała. Mogę nawet powiedzieć, że trochę odżywiała i przywracała blask skórze. 

Skład:
Rosa Damascena (Róża Damasceńska) Water

Jeśli nie jest Wam straszny zapach róży damasceńskiej, to koniecznie spróbujcie wody właśnie z tej odmiany. Królowa róż (tak ją nazywają) zawiera przede wszystkim witaminę C, karoten, witaminy z grupy B i K, flawonoidy, taninę, wielonienasycone kwasy tłuszczowe, wapno, potas, magnez, sód i cynk. Woda różana sprawdzi się przy stanach zapalnych skóry, przy cerze zmęczonej, naczynkowej i wrażliwej. Wygładzi też zmarszczki i poprawi jędrność skóry. Warto ją mieć w swojej kosmetyczce ;)

Znacie wodę różaną Make Me Bio? Lubicie jej zapach?

Atina.
Czytaj dalej

Sukin Woda micelarna

Płyn micelarny to kolejny udany produkt marki Sukin. Wcześniej zachwycałam się ich kremem do twarzy na noc klik. Mam jeszcze szampon do włosów tej firmy, ale jak na razie mam mieszane uczucia. Dam mu jeszcze chwilę za nim wydam ostateczny wyrok ;d


Wracając do płynu micelarnego (250ml/20zł w TKMaxx'ie/ważność 6 miesięcy od otwarcia) to byłam z niego naprawdę zadowolona. Dobrze zmywał makijaż z twarzy, z oczu troszkę słabiej, ale ostatecznie nie było tak źle, żeby go nie lubić. Nie podrażniał, nie uczulał mojej wrażliwej cery. W jego składzie znajdziemy sok z liści aloesu, lecytynę, ekstrakt z ogórka i z rumianku. Był wydajny i całkiem przyjemnie pachniał.

Skład:
Water (Aqua), Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Decyl Glucoside, Lecithin, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract (Chamomile), Vanillin, Alcohol Denat, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol

Jeśli spotkam go w podobnej cenie to na pewno ponowie zakup. W drogeriach internetowych kosztuje nawet 49zł. Za tą cenę już mnie tak nie kusi ;d

Znacie płyn micelarny Sukin? 

Atina.
Czytaj dalej

Lanocreme Collagen Formula Serum pod oczy

Nigdy nie lubiłam żeli pod oczy i nie wiem co mnie podkusiło aby kupić ten od Lanocreme? Ale skoro go już kupiłam to używam. Nakładam go tylko na dzień pod właściwy krem pod oczy. Samodzielnie stosowany jest za słaby. Za szybko się wchłania i mam uczucie jakbym nic nie nałożyła. Skład jest całkiem przyjemny, ale żelowa formuła do mnie nie przemawia i na pewno prędko nie kupię nic podobnego.


Serum na pewno trochę wzmacnia działanie kremu pod oczy. Jest delikatne, nie podrażnia i odrobinę nawilża. Niestety nie zauważyłam żadnych spektakularnych zmian w wyglądzie skóry pod oczami. Równie dobre mogłabym go nie używać. 

Produkt ten kupiłam w TKMaxx'ie. Na półkach często widuje kosmetyki tej firmy, ale jakoś mnie nie ciągnie do dalszych testów. 

Skład:
aqua, hamamelis virginiana (with hazel) water, prunus amygdalus dulcis (almond) oil & glycerin & cocos nucifera (coconut) oil, hyaluronic acid, glycyrrhizza glabra (licorice) root extract, hydrolyzed (marine) collagen, hydrolyzed hibiscus esculentus extract & dextrin, cucumis sativus fruit (cucumber) extract, magnolia acuminata bark extract, actinidia chinensis (kiwi) fruit extract, ubiquinone (coenzyme Q10), aloe barbadensis leaf juice, actinidia chinensis (kiwi) seed oil, argania spinosa (argan) kernel oil, benzyl alcohol & salicylic acid & glicerin & sorbic acid, carbomer, tetrasodium EDTA, triethanolamine, sodium hydroxide, parfum (fragrance)


Serum to sprawdzi się u osób, które lubią żele pod oczy. Ze względu na dobry skład na pewno będzie ono lepsze od wielu drogeryjnych żeli. 

Są tu fanki żelowych formuł?


Atina.
Czytaj dalej

O'Herbal Ochronny balsam do ust z olejkiem arganowym

Nietłusty, ochronny balsam do ust z olejkiem arganowym zapobiega pękaniu i suchości ust. Idealny do stosowania zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym, gdy usta narażone są na niekorzystne działanie niskiej temperatury. 

Pojemność: 4,8g
Cena: 7,49zł
Sklep: elfa-pharm.pl


Balsam O'Herbal nie powala swoim wyglądem. Jest niefotogeniczny i trochę toporny. W zamian za to ma naprawdę wartościowe wnętrze! I to na nim warto się skupić. Przede wszystkim ma świetny skład, w którym znajdziemy olej ze słodkich migdałów, olejek rycynowy, olej z nasion rzepaku, lanoline, wosk pszczeli, masło shea, wosk kandelila, olej arganowy, wosk z liści kopernicji, witaminę E, skwalen, pantenol i sól sodową kwasu hialuronowego. Po jego użyciu usta są na długo nawilżone i miękkie. 

Balsam ma lekką, nieklejącą się konsystencje. Pięknie pachnie i jest naprawdę przyjemny w użyciu. Można go spokojnie używać przez cały rok. Mimo, że lekka konsystencja nie kojarzy się z zimą, to oleje i woski na pewno poradzą sobie również w chłodniejsze dni. 

Skład:
prunus amygdalus dulcis oil, ricinus communis seed oil, brassica campestris seed oil, caprylic/capric triglyceride, lanolin, cera alba, butyrospermum parkii butter, isopropyl myristate, candelilla cera, argania spinosa kerenel oil, copernicia cerifera cera, tocopheryl acetate, squalene, panthenol, hydrogenated castor oil, sodium hyaluronate, glycerin, sodium saccharin, titanium dioxide, parfum, limonene



Za tę cenę i za ten skład można przymknąć oko na opakowanie. Ale jakby tak producent zmienił coś w jego wyglądzie, to byłby naprawdę mój hit pomadkowy! Ja bardzo lubię te mniejsze opakowania, które cieszą oko i mniej miejsca zajmują w kieszeni czy torebce. Do tego zmieniłabym kolorystykę nadruku, bo ta jest trochę za jesienna. 

Z balsamem O'Herbal bardzo polubił się mój Luby. Przede wszystkim spodobał mu się zapach, co naprawdę rzadko się zdarza. Podarowałam mu więc swój egzemplarz :) 

Znacie balsamy ochronne O'Herbal? 

Atina.

Czytaj dalej

Brązowa kreska, czyli mój codzienny makijaż oka (Daniel Sandler i Missha)

Nie wyobrażam sobie mojego codziennego makijażu bez kreski na górnej powiece. Niby drobny akcent, a jaką robi różnicę! Zazwyczaj jest to właśnie czekoladowy, głęboki brąz. W tym kolorze czuje się najlepiej. W dodatku taki makijaż oka nie zajmuje mi zbyt dużo czasu, co jest ważne szczególnie gdy muszę wyjść z domu wcześnie rano. Moim aktualnym faworytem w tej kategorii jest automatyczna kredka Daniel Sandler w odcieniu Brown Velvet. Lubię ją za ładny czekoladowy odcień brązu oraz za to, że nie muszę jej strugać. 


Sprawdziłam i w Polsce nie można jej kupić, ale w sumie ja nie zamierzam ponawiać tego zakupu ponieważ kredka ta kosztuje około 10 funtów, a ma też swoje wady. A mianowicie nie jest bardzo miękka. Po kilku miesiącach już się przyzwyczaiłam do tej twardszej konsystencji, ale nie ukrywam, że tęsknie za mega miękkimi kredkami. Jej trwałość jest zadowalająca, ale w letnie upały potrafiła się odbić na powiece. Na plus zasługuje fakt, że kredka ta nie posiada parabenów oraz zawiera w swoim składzie witaminę C i E. Jest dostępna w trzech odcieniach: Brown Velvet, Blue Velvet i Aqua Velvet. Mnie do niebieskości już nie ciągnie, więc czuję się zaspokojona w temacie kredek Daniel'a Sandler'a. 

0,35g/10funtów/24miesiące od otwarcia



Drugą brązową kredką w mojej kosmetyczce jest Missha The Style w odcieniu Brown. Niestety ta kredka też nie jest dostępna w Polsce, a przynajmniej nie na tą chwilę. Znowu nie macie czego żałować, bo z tą kredką nie polubiłam się w ogóle. Jest dużo mniej trwała od swojej poprzedniczki, jest sporo jaśniejsza, chociaż na swatchu tego tak nie widać i również jest twardawa. W dodatku trzeba ją strugać i ma krótką datę ważności po otwarciu. Sześć miesięcy na zużycie kredki do oczu to zdecydowanie za mało. Na plus zasługuje niska cena;) 

1,5g/13złotych/6miesięcy od otarcia


Mam nadzieję, że moje następne kredki okażą się lepsze i że będą dostępne w Polskich sklepach.

A Wy jaki kolor kreski nosicie najczęściej?


Atina.
Czytaj dalej

Co nowego we wrzesniu?

Jak co miesiąc przybyło mi kilka nowości. Czekam na taki czas, gdy tych zakupów nie będzie wcale i nie będę mogła przygotować notki z nowościami. Oczywiście napiszę post i pochwalę się, że tym razem nic nie kupiłam ;d Co miesiąc wydaje mi się, że jestem blisko, że teraz to już na pewno nic nie kupię, a ostatecznie rodzą się nowe potrzeby lub znajduje ciekawe promocje. Na pus zasługuje to, że kolekcja się tak bardzo nie rozrasta. Większość na bieżąco zużywam. 


Wreszcie zaopatrzyłam się w dużą świecę Yankee Candle. Wybrałam lekki, morski zapach Beach Waves (świeży, czysty zapach słonego powietrza), który w Polsce jest raczej niedostępny. Plażowe fale kojarzą mi się z wakacjami, spokojem i pustymi plażami. Moje idealne wakacje, to właśnie opustoszałe plaże, lekki ciepły wiatr i szum fal. Dokładnie taki jest ten zapach YC. Podczas palenia zapach wypełnia całe pomieszczenie, ale jest delikatny, nienachalny. 


Kupiłam kolejny filtr do twarzy, ale na pewno się nie zmarnuje, bo postanowiłam używać kremów z wysoką ochroną przeciwsłoneczną przez cały rok. Filorga UV Bronze to nowość. Udało mi się ją kupić w dużo niżej cenie. Zamiast 130zł zapłaciłam 70zł. 

Opis producenta brzmi naprawdę zachęcająco.
Przeciwstarzeniowy fluid przeciwsłoneczny [zmarszczki + przebarwienia]
Kompleksowa ochrona przeciwstarzeniowa [technologia foto-aktywacji]: silny przeciwutleniacz blokuje promieniowanie słoneczne, zapewniając skórze wysoki poziom ochrony przed promieniami UV i IR i zmniejszając oznaki starzenia.
Formuła bogata w sulforany, przeciwdziałające pojawianiu się zmarszczek. Zapewnia gładką skórę po każdej ekspozycji na promienie słoneczne. Formuła wzbogacona w witaminę PP. Zwalcza przebarwienia, ujednolica koloryt skóry i poprawia efekt opalenizny. Fluid o nietłustej, przyjemnej konsystencji. Matowe wykończenie.


Skusiłam się też na zestaw podróżny marki Filorga. Najbardziej interesuje mnie krem pod oczy Optim-Eyes, krem do twarzy Time-Filler oraz maseczka Meso-Mask. Pozostałe produkty to płyn micelarny i krem do rąk. 


O kosmetykach The Ordinary przeczytałam na jednym z blogów i od razu zachciało mi się wypróbować kilka produktów. Na początek wzięłam Buffet peptydowe serum do twarzy, Advanced Retinoid 2% serum z 2% retinoidem, Argireline Solution 10% serum z 10% kompleksem Argireline Peptide. Tych dwóch ostatnich już używam. Advanced Retinoid 2% nakładam co wieczór na całą twarz plus pod oczy, a Argireline Solution 10% używam tylko na zmarszczki bruzdowo nosowe. Więcej na ten temat napiszę jak wyrobię sobie o nich pełną opinię. Kosmetyki te dostępne są też na polskich stronach internetowych i nie są drogie. Ceny zaczynają się już od 22zł.
.

Słodki gadżet do paznokci Le Mini Macaron to zestaw do hybrydowego manicure. Lampa LED w kształcie makaroniku i specjalny lakier do paznokci 3 w 1, który nie potrzebuje ani bazy ani topu. To będzie moja pierwsza przygoda z lakierem hybrydowym. 


Pędzel B.C do rozświetlacza z TKMaxx'a. Nie znam marki i nie znam się na pędzlach. Wzięłam bo był niedrogi, a ostatnio próbuję swoich sił w nakładaniu rozświetlaczy w codziennym makijażu. Jest mięciutki i nieźle sobie radzi, ale wydaje mi się, że jeszcze wygodniej byłoby mi jak byłby trochę mniejszy. 


Na koniec moje nowe maszynki do golenia Gilette. Pokazuje je tylko dlatego, że są naprawdę ładne ;) Nie pamiętam ich dokładnej nazwy, ale nie da się ich przeoczyć w sklepie. 


To już wszystkie moje wrześniowe zdobycze. Ciekawa jestem co Was najbardziej zainteresowało?

Atina.




Czytaj dalej

Zatik Beauty Essentials Organiczne serum olejowe do twarzy i pod oczy Róża i Czarnuszka Siewna

Cudowne w stu procentach naturalne serum do twarzy i pod oczy od nowozelandzkiej firmy Zatik. Oczywiście upolowane w TKMaxx'ie. Niestety w ostatnim czasie nie widuje tam w ogóle kosmetyków tej firmy, a szkoda, bo po tym serum narobiłam sobie ochoty na więcej Zatik'a. W intrenecie produkty te dostępne są tylko za dolary i w dodatku w dużo wyższej cenie. Ja za serum zapłaciłam coś około 5-6 funtów, a na stronie producenta kosztuje ono aż 28$. Pozostaje mi tylko czekać aż znowu rzucą coś w TKMaxx'ie. 


Serum to można stosować zarówno na noc jak i na dzień. Ja używam tylko na noc, ponieważ nie mam suchej skóry i oleje sprawdzają się u mnie tylko w wieczornej pielęgnacji. Niewielką ilość wcieram w skórę całej twarzy, pod oczy i w szyję. Olej dobrze się wchłania i już po chwili mogę aplikować krem na noc. Rano moja cera jest odżywiona, miękka, gładka i wypoczęta. Nie wyobrażam sobie wieczornej pielęgnacji bez tego typu mieszanki olejowej. Jeden olej dla mnie to za mało. Tu mamy ich aż dziesięć! Olej szafranowy, jojoba, arganowy, z czarnuszki siewnej, różany, z nagietka cytrynowego, z baobabu, granatu, pomarańczy i drzewa sandałowego. Do tego zawiera naturalną witaminę E i wetiwerie pachnącą. 

Skład:
carthamus tinctorius (safflower) oil*, simmondsia chinensis (jojoba) oil*, argania spinosa (argan) oil*, nigella sativa (black seed) oil*, rosa canina (rosehip) oil* calendula officinalis oil*, adansonia digitata (baobab) oil*, punica granatum (pomegranate) oil*, tocopherol (vitamin E), citrus sinensis (orange) oil*, vetiveria zizanoides (vetiver)*, santalum spicatum (sandalwood) oil*

Najwięcej mamy tu oleju szafranowego (krokoszowego). Olej ten zawiera największe stężenie kwasu linolowego oraz dużą dawkę witaminy E. Stosowany na skórę zmniejsza zmarszczki, sprawia, że skóra jest bardziej gładka, młodzieńcza, o zdrowym wyglądzie. Pomaga przy wyprysku, w stanach zapalnych i zaczerwienieniu.

A najbardziej zaciekawił mnie olejek z czarnuszki siewnej, który również zawiera witaminę E i dodatkowo witaminy z grupy B. Dobrze sprawdza się on w pielęgnacji skóry suchej, zmęczonej i łuszczącej się. Zapobiega nadmiernej utracie nawilżenia, odbudowuje naturalną warstwę lipidową, a chroniąc przed wolnymi rodnikami – opóźnia proces starzenia się skóry. 

Polecam Wam to serum z całego serca. Jest wydajne i przyjemnie pachnie. Mi wystarcza jedna pompka na całą twarz i skórę pod oczami. Jeśli chcę go nałożyć też na szyję, to muszę dobrać drugą porcję. 

Znacie kosmetyki Zatik? Stosujecie tego typu mieszanki olejowe?

Atina.
Czytaj dalej

Miniaturka prawdę Ci powie... Clinique Krem do twarzy Moisture Surge Extended Thirst Relief i Krem pod oczy Pep-Start

Dziś przybywam do Was z dwoma kosmetykami Clinique, które znowu pozytywnie mnie zaskoczyły. Jeden z nich nawet chętnie widziałabym u siebie w pełnym wymiarze. Clinique naprawdę ma niezłe kosmetyki, tylko trzeba je odkryć :) Super, że firma tak często obdarowuje miniaturami swoje klientki. 


Clinique Moisture Surge Extended Thirst Relief Krem do twarzy 
Moisture Surge™ Extended Thirst Relief, jest kremem o konsystencji żelu zapewniający nawilżenie dla spragnionej skóry. Beztłuszczowy krem o konsystencji żelu wyjątkowo szybko się wchłania, zapewniając skórze trwałe i intensywne nawilżenie. Zaawansowana technologia wodna chroni skórę przed utratą wilgoci. Zmarszczki powstałe w wyniku suchej skóry zostają zmniejszone. Kosmetyki nadają się do wszystkich rodzajów skóry.
75ml/119zł

Po tym kremie nie spodziewałam się zbyt wiele. Oczekiwałam nawet podrażnienia, zapychania. Okazało się, że krem ten ani nie podrażnia, ani nie zapycha. Dobrze nawilża, błyskawicznie wchłania się praktycznie do matu i dobrze współgra z podkładem mineralnym Everyday Minerals.
To właśnie jego chętnie poużywałabym dłużej. Miniaturka wystarczyła mi na 2-3 tygodnie.


Clinique Pep-Start Krem pod oczy
Bądź piękna zawsze i wszędzie. Twoje spojrzenie może zachwycać, a skóra pod oczami wyglądać na nawilżoną i świeżą zarówno rano jak i wieczorem.
Raz-dwa i już gotowe! Clinique przedstawia NOWY Pep-Start Eye Cream – krem o lekkiej formule, która rozjaśnia, ożywia i odświeża skórę pod oczami zarówno tuż po zastosowaniu jak i w miarę regularnego używania. Innowacyjny, sferyczny aplikator masujący uwalnia skórę pod oczami od opuchlizny, sprawiając, że wygląda świeżo, gładko i jest świetnie przygotowana pod makijaż. Nałóż odrobinę kremu, a przekonasz się, że Twoje spojrzenie rozjaśni się w mgnieniu oka.

15ml/109zł

Po tym kremie również nie spodziewałam się zbyt wiele i znowu zaskoczenie! Pep-Start pod oczy jest całkiem niezły. Nawilża, lekko rozjaśnia i lekko wygładza. Jak na moje potrzeby trochę za mało odżywia, ale i tak jestem z niego zadowolona i sumiennie od miesiąca zużywam tę małą tubkę. Moja miniatura ma tylko 3ml pojemności, a jest już ze mną od miesiąca (stosuje ją raz dziennie, tylko rano), to naprawdę wydajny kosmetyk. W dodatku nie podrażnia delikatnej skóry wokół oczu. 


Podsumowując to była całkiem miła przygoda z pielęgnacją Clinique. Po raz kolejny przekonałam się, że nie warto oceniać marki po jednym, czy dwóch nieudanych kosmetykach. Teraz będę ostrożniejsza w tego typu ocenach.

Znacie kosmetyki Clinique z dzisiejszej notki? 

Atina.
Czytaj dalej

bareMinerals Original Podkład mineralny Golden Fair W10

Podkład Original SPF 15 zapewnia nieskazitelne krycie z wyjątkowym efektem naturalnej skóry. Ten niezwykle lekki podkład daje możliwość dopasowania poziomu krycia, od delikatnego do pełnego, tworząc nieskazitelny look bez uczucia obciążenia.

Pojemność: 8g
Cena: 148zł
Sklep: Sephora, drogerie internetowe, Allegro


Jak wiecie kocham mineralne podkłady i w sumie nie używam żadnych innych. Tylko minerały dają mi komfort prawie idealnego makijażu. Niestety dzisiejszy gagatek nie wpisuje się w ten zbiór. Jest zupełnym przeciwieństwem moich ulubionych podkładów (Neauty klik, Everyday Minerals klik). Pech chciał, że wszystkie minerały mi się pokończyły i zostało mi ostatnie opakowanie właśnie z bareMinerals. Niestety podkład ten nie nadaje się do mojej cery. 


bareMinerals przypomina mi swoim działaniem i wykończeniem podkłady Annabelle Minerals, których ja też nie lubię. Po pierwsze ciężko jest mi go nałożyć. Trzeba naprawdę uważać, żeby nie zaaplikować go zbyt dużo. W przeciwnym razie efekt maski i ciasta mamy gwarantowany. Jeśli uda mi się go ładnie rozprowadzić to efekt jest akceptowalny, ale ciągle nie taki jak lubię. A lubię gdy makijaż jest lekki i prawie niewidoczny. bareMinerals jest widoczny,  wchodzi w pory i w zmarszczki. Nawet nie wiedziałam, że tak nieładnie mogę wyglądać ;d Dodatkowo podkreśla suche skórki.


Na duży plus zasługuje opakowanie, które jest solidnie wykonane i wygodne. Ma świetny system zamykania sitka. Po prostu kręcimy tą górną ząbkowaną częscią opakowania, która naprawdę chodzi lekko. Można zamykać i otwierać tyle, ile ma się ochotę.


Podsumowując jestem na nie! Użyłam go tylko kilka razy i od razu złożyłam zamówienie na Everyday Minerals. Już nie mogę się doczekać kiedy dotrze do mnie mój ukochany podkład i będę mogła się cieszyć swoim naturalnym i prawie idealnym makijażem. 

Znacie podkłady mineralne bareMinerals? Dobrze się u Was spisują?

Atina.
Czytaj dalej

Essano Rosehip Mgiełka do twarzy Śliwka Kakadu i Zielona Herbata

Mgiełka Essano to moja kolejna zdobycz z TKMaxx'a. Jest to moje pierwsze spotkanie z tą nowozelandzką firmą. Niestety poza TKMaxx'em ciężko ją dostać stacjonarnie czy nawet w intrenecie. Pamiętam, że były też inne produkty tej marki, ale na początek nie chciałam kupować zbyt dużo nieznanych mi kosmetyków, a teraz żałuje, bo mgiełka jest fenomenalna! 


Zaczną od tego, że używam jej przede wszystkim jako toniku. Przecieram nią twarz rano i wieczorem. Opakowanie jest nieduże (120ml) i nie wystarczyło mi na zbyt długo, ale przy tak częstym stosowaniu to normalne. 
Największą zaletą tego produktu jest dobry, naturalny skład w którym znajdziemy sok z liści aloesu, wyciąg z owoców śliwki kakadu, wodę z oczaru wirginijskiego, wyciąg z liści zielonej herbaty i olej z owoców róży. 
Ze śliwką kakadu spotykam się pierwszy raz i dlatego sprawdziłam jakie posiada właściwości. Ku mojemu zadowoleniu jest ona jednym z największych, naturalnych źródeł witaminy C. Poza tym posiada antyoksydanty, które nie tracą swoich właściwości nawet po przetwarzaniu śliwek. Szkoda, że rosną one w Australii. 

Skład:
Aqua (Water), Aloe Berbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice, Terminalia Ferdinandiana (Kakadu Plum) Fruit Extract, Betaine, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water, Camellia Sinensis (Green Tea) leaf Extract, Rosa Canina (Rosehip) Seed Oil, Glycerin, Maltodextrin (made using organic ingredient), Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Fragrance

Mgiełka odświeża, nawilża i przygotowuje cerę do przyjęcia nocnej czy też dziennej pielęgnacji. Dodatkowym atutem jest jej cudowny, lekko słodki zapach róży. W takim wydaniu róża jest jeszcze piękniejsza ;)

Znacie kosmetyki Essano? Używacie mgiełek/toników w swojej pielęgnacji twarzy?
Atina.
Czytaj dalej

Sukin Moisture Restoring Krem przywracający nawilżenie skóry na noc

Formuła kremu została oparta na substancjach wykazujących silne działanie odżywiające, nawilżające i regenerujące. Odbudowa płaszcza hydrolipidowego podczas snu, czyli w czasie kiedy procesy regeneracji zachodzą najefektywniej. Skóra jest nawilżona, odżywiona i odzyskuje jędrność i elastyczność. Składniki zawarte w odbudowującym kremie nawilżającym Sukin, wspomagają syntezę kolagenu i elastyny. Bogata konsystencja, która dobrze się wchłania i daje maksimum komfortu stosowania. Krem polecany do każdego rodzaju skóry, szczególnie odwodnionej i zmęczonej.

Pojemność: 120ml
Cena: 80zł
Sklep: TK Maxx, internetowe drogerie
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia


Świetny krem! Szkoda, że nie znałam go wcześniej. Ile ja się naszukałam kremu, który nawilża, a nie zapycha i nie podrażnia. Fakt, że teraz na rynku jest coraz więcej takich kremów i coraz łatwiej dobrać odpowiednią pielęgnację dla każdej cery. 
Krem Sukin przede wszystkim wyróżnia się dobrym, naturalnym składem w którym znajdziemy sok z liści aloesu, olej sezamowy, z dzikiej róży,  masło kakaowe, masło shea, olej jojoba, naturalną witaminę E, olej z awokado, olej z kiełków pszenicy, olej z wiesiołka, olej z nasion ogórecznika, ekstrakt ze skrzypu polnego, ekstrakt z łopianu, ekstrakt z pokrzywy, olej ze skórki mandarynki, olejek lawendowy, wyciąg z wanilii i wyciąg z nasion grejpfruta. Skład jest naprawdę bogaty.

Skład:
Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil , Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glycerin, Ceteareth-20, Rosa Canina Fruit Oil (Rose Hip), Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Tocopherol (Vitamin E), Persea Gratissima (Avocado) Oil, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil, Borago Officinalis (Borage) Seed Oil, Equisetum Arvense (Horsetail) Extract, Arctium Lappa (Burdock) Extract, Urtica Dioica (Nettle) Extract, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Citrus Tangerina (Tangerine) Peel Oil, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Vanillin, Vanilla Planifolia Extract, Citrus Paradisi (Grapefruit) Seed Extract, Linalool,* Limonene.*
* Natural component of essential oils

Krem rzeczywiście przywraca skórze nawilżenie, lekko ją odżywia i zmiękcza. Nie powoduje żadnych skutków ubocznych. Można go nawet nakładać na skórę pod oczami i ja to właśnie robię. Podoba mi się fakt, że mam jeden krem na noc który nakładam na skórę twarzy, szyi i pod oczy. Nałożony grubszą warstwą potrafi porządnie odżywić i wygładzić małe zmarszczki pod oczami. Krem dobrze się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Ma lekką konsystencje, ale nie wchłania się do matu, czuć że jest na skórze i działa.

Kolejną zaletą tego cuda jest jego ogromna pojemność - 120ml. To prawie dwa i pół kremu o standardowej pojemności 50ml. W dodatku ja swój słoiczek upolowałam w TKMaxx'ie, gdzie zapłaciłam jeszcze mniej, bo tylko 45 złotych. Używam go już cztery miesiące i myślę, że jeszcze wystarczy mi go na kolejne dwa. W takim układzie cena nie przeraża, a wręcz wychodzi tanio.


Na plus zasługuje też opakowanie z ciemnego szkła oraz zapach, który jest delikatny, ale bardzo przyjemny.
Marka Sukin bardzo pozytywnie mnie zaskakuje, ale uważajcie bo nie wszystkie produkty mają takie piękne składy. Wdziałam jakieś serum, które miało w składzie zapychacza. Nazwy nie pamiętam, ale kojarzę że może on zapychać. Ja w swoich zbiorach mam jeszcze od nich płyn micelarny, maseczkę i szampon do włosów, o których pewnie za jakiś czas napisze na blogu.
Krem przywracający nawilżenie polecam Wam z całego serca. Warto go kupić nawet w regularnej cenie.

Znacie kosmetyki Sukin? 
Atina.




Czytaj dalej

Wyzwanie czytelnicze 2017 (12 książek) Aktualizacja II

Muszę przyznać, że latem niezbyt często sięgałam po książkę. Aktualizacja nie ukazywała się długo, bo nie miałam za bardzo czym się chwalić. Znowu rozpoczęłam książki, których nie miałam ochoty czytać do końca. Jedna z nich to Złote kolczyki Belinda Alexandra. Nie powiem, żeby mnie książka nie wciągnęła, ale nie mogłam przejść przez te historyczne opisy. Drugą pozycją nie do przejścia dla mnie to Ginekolodzy Jurgen Thorwald. Byłam zainteresowana tematem, ale opisy tych wszystkich chorób i ich metody leczenia powodowały u mnie dreszcze i bóle w podbrzuszu. 


Lista przeczytanych książek w całości prezentuje się następująco:
1. Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce. Katarzyna Kędzierska
2. Masa o kobietach polskiej mafii. Artur Górski, Jarosław Sokołowski
3. Katarzyna Wielka. Gra o władze. Ewa Stachniak
4. Marilyn, ostatnie seanse. Michel Schneider
5. W cieniu. A.S.A. Harrison.
6. Dziewczyna w walizce. Raphael Montes.

Od marca przeczytałam tylko trzy książki. Trochę jestem zła na siebie i będę próbowała to nadgonić, żeby przeczytać te 12 książek w tym roku. 

Marilyn, ostatnie seanse. Michel Schneider - ciekawa pozycja aczkolwiek trochę wynudziłam się na opisach psychoanalizy.
W cieniu. A.S.A. Harrison - wreszcie trafiłam na książę, która naprawdę wciąga i nie można się od niej oderwać. 
Dziewczyna w walizce. Raphael Montes - jeszcze bardziej wciągająca pozycja, którą pochłonęłam w kilka dni. Trochę niedorzeczna i brutalna, ale naprawdę ciekawa. 

Do końca roku zostało mi trzy miesiące (w połowie grudnia nie będę już miała czasu na czytanie) i sześć książek do osiągnięcia rocznego celu. 

A jak Wam idzie czytanie książek w tym roku?
Atina.
Czytaj dalej

Soap-n-Scent Charcoal Ręcznie robione mydło z węglem drzewnym z Tajlandii

Tajlandzkie mydło prosto z TKMaxx'a. Kostka o wadze 250g kosztowała około 15-20 złotych. Później widywałam jeszcze inne wersje, bardziej kuszące jak np. papaja! Mydło ze względu na zawartość perfum stosowałam tylko do mycia ciała, zamiast żelu pod prysznic. Takie mydło jest zdrowsze, bo ma naturalniejszy skład, nie podrażnia, nie wysusza i jest dużo bardziej wydajne od przeciętnego żelu pod prysznic. Mojej kostki używam już od dwóch miesięcy i myślę, że wystarczy mi ona spokojnie jeszcze na miesiąc. 


Mydło jest twarde, ale w miarę dobrze się pieni. Zapach pomimo dodania perfum do składu jest nijaki i słabo wyczuwalny podczas mycia, a co dopiero po kąpieli. Szara kostka Soap-n-Scent jest przyjazna dla mojej wymagającej i nadwrażliwej skóry. Gdyby tylko ten zapach był intensywniejszy to na pewno sięgnęłabym po inne wersje tego mydła. Przyjemność jest drugorzędną sprawą, ale jeśli mam wybór to chcę mieć naturalne myjadło, które przy okazji cudnie pachnie i sprawia, że kąpiel jest jeszcze przyjemniejsza.




Na końcu składu widnieje puder z węgla drzewnego. Pewnie niewiele go tu, ale dobrze, że w ogóle jest! Węgiel drzewny bardzo dobrze oczyszcza skórę z wszelkich nieczystości i nadmiaru tłuszczu. Posiada również właściwości bakteriobójcze, odtyka pory oraz chroni przed wolnymi rodnikami. Kosmetyki z węglem drzewnym sprawdzą się przy cerze tłustej i mieszanej. 
Nie zauważyłam jakiś specjalnych właściwości mojego mydła z węglem drzewnym, więc nie mogę go polecić jako leku dla skóry tłustej. Jak da mnie jest to dobre, ale zwykłe mydło do kąpieli. 

Znacie mydła Soap-n-Scent? Którą wersje miałyście okazje stosować? Co myślicie o kosmetykach z węglem drzewnym?

Atina.
Czytaj dalej